Witajcie po długiej przerwie! Mam nadzieję, że mnie nie nienawidzicie... Wracam z nowym opowiadaniem, nad którym męczyłam się niemiłosiernie, żeby Wam się spodobało. Oby zostali mi jacyś czytelnicy... :> *puppy eyes" W każdym razie, kiedy przeczytałam to opowiadanie po raz pierwszy, pomyślałam "Nie tak źle, Natalko". Kilka lektur później moje myśli były: "Aghkhskadajskanank... JESTEM BEZNADZIEJNA. GOODBYE WORLD, IT WAS NICE TO BE HERE." Teraz nie wiem. Zmieniałam je 165261652 razy, a i tak uważam je za blisko przeciętne.
INSPIROWANE SERIALEM "NIE Z TEGO ŚWIATA".
Paring - a jak myślicie? XD
******************************************************
„Wierzycie w magię? Podobno jest ona w każdym z nas.
Wystarczy odpowiednio poszukać, a w każdym miejscu znajdziecie coś
magicznego. Teraz spróbujcie zamknąć oczy na parę sekund. W tym czasie
pomyślcie o czymś niemożliwym, co nigdy się nie spełni. Następnie
otwórzcie oczy. Zrobione? W takim razie ostatnie dla Was zadanie –
UWIERZCIE!”
- Bzdury. - burknął Taemin zamykając trzymaną w
rękach gazetę – Wróżki-sróżki, kuźwa. To wcale nie jest takie piękne i
kolorowe jak myślą.
- Ach, Tae, zarażasz optymizmem chłopie! -
zaśmiał się Jimmy podnosząc rzucony przez chłopaka magazyn - Fantastyczny świat? Co to ma być? Jakaś gazetka dla dzieci?
- Zostaw! - warknął Lee przerywając wiązanie włosów i wyrywając przyjacielowi miesięcznik z ręki – Byłem ciekawski, to tyle!
- No już, już! Nie denerwuj się tak, słońce, bo się wypalisz! - Jimmy
cmoknął kładąc się na łóżku obok. Taemin pokręcił głową zrezygnowany.
- Jakie to było suche, stary...
Chłopak
nie odpowiedział, tylko pokazał mu środkowy palec i wznowił czytanie
podręcznika do francuskiego. W tym momencie rozległ się donośny huk.
- Co do...?
Jimmy nie miał okazji dokończyć, bo do pokoju wbiegło kilku chłopców z niższego roku.
- Biją się! Kapitan drużyny i przewodniczący!
- A co nas to obchodzi? - syknął Taemin zatrzaskując drzwi za „dzieciakami”, jak to ich sam nazywał.
- Mnie to obchodzi! - zawołał Jimmy i zerwał się z łóżka, ale usiadł z powrotem pod naporem
spojrzenia niższego – Dobra, nie obchodzi mnie to! - krzyknął jeszcze raz i znów złapał za książkę od francuskiego.
Z Taeminem lepiej się nie kłócić. To Jimmy dobrze wiedział.
*.~.*
- Z twojej prawej! - krzyknął Onew celując z broni do ducha obok towarzyszącego mu bruneta.
- Wiem! Przejmuję go! Spal tą cholerną kość i skończmy to! - sapnął Minho strzelając potworowi
prosto
między oczy. Onew pokręcił rozbawiony głową i wyciągnął z kieszeni
zapalniczkę i sól. - Pieprz się,
Kacperek!
Sytuacja w sumie nie była zbyt zabawna, ale podejście
młodszego do sprawy – owszem. Jednak Choi zawsze był taki sam – każde
zadanie traktował śmiertelnie poważnie. I kochał ten moment po zadaniu
(Onew zresztą też), kiedy szli do baru oblać udane polowanie. Rozległ
się syk zapalniczki i duch z krzykiem rozpłynął się w powietrzu.
- To jak? Idziemy się napić? - spytał Minho po czym razem skierowali się do najbliższego baru.
Minho kończył już drugą butelkę, kiedy Onew zadzwonił telefon.
- Słucham?
Po drugiej stronie słuchawki odezwało się sapanie.
- Przepraszam, nie słyszę!
Choi
dał mu znak głową, że może sobie pójść, co Jinki chętnie wykorzystał i
udał się do łazienki. Tam spróbował jeszcze raz dogadać się z rozmówcą.
- Słucham, kto mówi?
Jednak znów odpowiedziało mu tylko sapanie. Spojrzał na numer.
- Taemin...?
Gdy wrócił do stolika, spotkał się z pytającym spojrzeniem Minho.
- Ma kłopoty. - mruknął i pociągnął łyk piwa.
- Kto? - zdziwił się młodszy.
- Lee Taemin, mój bratanek. Słyszałem dziwne dyszenie.
Choi się zaśmiał.
- Pewnie się spił i zadzwonił przypadkiem albo z kimś się pieprzy i numer sam się wybrał.
- Czy ty sam siebie słyszysz?! - zdenerwował się Jinki – Przecież
poinstruowałem go, żeby mój numer miał na specjalnie przeznaczonym do
tego telefonie! On nawet pewnie zapomniał, że go ma!
Minho założył skórzaną kurtkę i chwycił kluczyki do swojej ukochanej Impali.
- W takim razie, gdzie teraz?
- Nowy Jork, a dokładniej Uniwersytet Nowego Jorku, Instytut Sztuk Pięknych.
- Mały artysta, co? - zakpił Choi, ale Onew już tego nie usłyszał.
*.~.*
- Tae! Taemin! - wołał Jimmy chodząc po kampusie. Umówili się w klubie
niedaleko uniwersytetu, ale Lee nie pojawił się po zajęciach w pokoju.
Obaj jego współlokatorzy – Jimmy wraz z Travisem Greyem postanowili go
poszukać.
- Lee Taemin, do cholery jasnej, to nie jest zabawne! - warknął Travis kopiąc w śmietnik. Wbrew
pozorom również martwił się o przyjaciela, jednak pokazywał to w inny sposób.
- Ogarnij się Travis! Wiesz, że to nie w jego stylu!
Grey prychnął.
- A kto, kuźwa, znika na całe dnie i nic nie mówi?! Na pewno nie ja!
- Dobra, dość! Tak mu nie pomożemy. - westchnął Jimmy i podrapał się po
głowie – Musimy go jakoś znaleźć. Przecież nie zapadł się pod ziemię!
5 godzin wcześniej
Taemin spakował książki i wyszedł na wykłady.
Jimmy i Travis już wcześniej wyszli na trening, więc nie było ich w
pokoju. Został więc sam. Szybko zamknął pokój i wyszedł z akademika.
Spojrzał w niebo.
- Zaraz zacznie padać. - mruknął i założył na głowę kaptur jasnoszarej
bluzy. Niewiele to może pomóc przy wielkiej ulewie, ale lepsze to, niż
nic.
Uczelnia była niedaleko dormu, więc nie musiał
daleko iść. Był już praktycznie przy drzwiach, gdy usłyszał głos
wydobywający się zza krzaków:
- Śmierć łowcom...
Zaskoczony
spojrzał w tamtym kierunku, lecz niczego nie zobaczył. Wokół również
nie było nikogo. Wszyscy uciekli obawiając się rychłej ulewy. Chciał
myśleć, że to złudzenie, ale instynkt wyrobiony przez polowania z
rodziną nie pozwolił mu iść dalej. Podniósł z ziemi drewniany kij i
powoli zaczął zbliżać się do krzewów.
- Kto tam? - spytał.
Odpowiedź nadeszła tymi samymi słowami:
- Śmierć łowcom... Mordercy!
Taemin
mocniej zacisnął palce na prowizorycznej broni. Teraz był pewny, że się
nie przesłyszał. Ktoś lub coś tam było i to niekoniecznie nastawione do
niego przychylnie.
- Wyłaź! - warknął – Nie jestem łowcą. - dodał pewnym głosem.
To
była prawda. Już nie był łowcą. Uciekł od rodzinnej tradycji. Starał
się żyć normalnie. Nie wysypywał soli na parapety, nie chodził z bronią
za paskiem, nie trzymał pod poduszką maczety i wody święconej. Miał
dość. Chciał żyć jak inni. Normalnie.
- Kłamca... - wysyczał głos – Płynie w tobie ich krew. Masz wzrok mordercy. Zabijałeś i nie przestaniesz. Nigdy...
- Kim jesteś?! - zawołał Lee podchodząc jeszcze bliżej.
- Śmierć łowcom... - powtarzał głos niczym mantrę.
Taemin przymrużył oczy i warknął wściekły:
- Zamknij mordę i się pokaż!
Nim
zdążył zareagować, został wciągnięty w krzaki i uderzony o drzewo.
Jęknął z bólu i podniósł się na drżących kolanach. Dotknął palcami tyłu
głowy. Została na nich odrobina krwi. Przed nim stało dziecko. Mogło
mieć najwyżej dwanaście lat.
- Śmierć...
- Tak, tak,
wiem! - przerwał mu Taemin – Śmierć łowcom! Ale ja nie jestem jednym z
nich! Widzisz, żebym miał przy sobie jakąkolwiek broń?
Chłopiec skierował swój wzrok na trzymany w jego ręku kij. Lee przeklął w myślach własną głupotę.
- Łowca.
- Okej, mam kijek. Jednak mogę go odłożyć...
Oczy dziecka pociemniały, aż zrobiły się całkiem czarne.
- O cholera... Dobra, słuchaj! Ja wcale nie chcę cię skrzywdzić! Zostaw tego dzieciaka!
- On już dawno odszedł. Zabiłem go. - odparł z dumą demon ukazując wielką dziurę w miejscu serca.
Serce Taemina podskoczyło. Nie chodziło o widok, a raczej sam fakt, że pośrednio z jego winy zginął człowiek.
- I kto tu jest mordercą? Zabiłeś niewinne dziecko!
- Ty też zabijałeś.
- Ale nie dzieci!
Demon zaśmiał się gardłowo. Chwycił Lee za szyję i przycisnął do pnia drzewa.
- Nie mogę cię zabić. Chociaż chciałbym. Jednak nie mogę. Mój pan chce cię żywego.
Taemin
zaczął się szarpać. Jaki on był głupi! Onew tyle razy mu powtarzał,
żeby nosił przy sobie broń albo chociaż wodę święconą! Mógł wziąć
przynajmniej srebrny sztylet schowany głęboko w szufladzie. Mimo iż
Taemin chciał się odciąć od rodzinnych spraw, nie był na tyle głupi,
żeby być całkiem bezbronnym. Regularnie trenował na sali gimnastycznej,
kiedy nikogo wtedy nie było. Jednakże w tym momencie jego umiejętności
niewiele mogły dać. Kimże był zwykły, szczupły, wręcz chudy chłopak w
porównaniu z demonem?
Lee poczuł silne uderzenie w potylicę i opanowała go ciemność.
Teraźniejszość
Minho i Onew jechali w milczeniu. Jinki
niecierpliwie wystukiwał palcami w kolano tylko sobie znany rytm. Choi
zrobił głęboki wdech. Już zaczynała go irytować ta sytuacja.
- Możesz przestać? - spytał nie odrywając wzroku od drogi. Było ciemno. Jedyną widoczność
zapewniały światła reflektorów.
- Wybacz. - mruknął Lee opierając głowę o szybę. Martwił się. Cholernie
się martwił. Wreszcie ujrzeli znak z napisem „Nowy Jork”, a w tle
wysokie wieżowce.
- Dawno nie byłem w cywilizowanym świecie. -
mruknął Minho drapiąc się po głowie – Mam nadzieję, że nie wystraszymy
wszystkich dookoła naszym wyglądem. Poza tym, musimy zostawić broń w
samochodzie. Weźmiemy tylko po jednym glocku i fałszywe odznaki.
Onew prychnął.
- Dzieciaku, wiem! Tylko jedno pytanie... Masz jakiś pomysł co powiemy?
- Improwizujemy.
Po jakimś czasie zajechali na miejsce. Przed oczami
zamajaczył im wysoki gmach NYU. - Jesteśmy na miejscu. Teraz tylko
znaleźć Tae.
Minho wciąż był nastawiony do tego sceptycznie.
- Mam złe przeczucia. - mruknął wysiadając z auta.
- Nawet jeśli, musimy mu pomóc. Może i uciekł jak tchórz, ale wciąż należy do mojej rodziny.
- Wiem, Jinki. Wiem.
Wejście na teren kampusu nie sprawiło im większych problemów. Bądź, co bądź, odznaka robi swoje.
Odnalezienie Taemina było jednak trudniejsze niż im się wydawało.
Żadna z osób, które spotkali, nie wiedziała gdzie jest albo kim jest
młody Lee.
- Cholera! - zaklął Onew – W takim tempie, to my go nie znajdziemy! Przynajmniej nie żywego.
Minho
złapał Jinkiego za ramię i przycisnął do muru. W jego oczach, Lee
zauważył taką stanowczość, jakiej nigdy u niego nie widział.
- Zamknij się. Nawet nie próbuj tak myśleć, jasne? Znajdziemy go i nic mu nie będzie! - warknął.
Lee
westchnął drapiąc się po potylicy i rozglądając dookoła. Było ciemno, a
latarnie nie dawały tyle światła ile zwykle powinny.
- Masz rację. Znajdźmy go i jedźmy stąd.
Po chwili milczenia Choi spytał:
- A co zamierzasz zrobić jak już go znajdziesz? Zostawisz go tutaj?
- No... nie...
- Więc jedzie z nami? - dalej wypytywał brunet.
- Mam inne wyjście? On i tak nigdy mnie nie posłucha. Będzie starał się
żyć normalnie! - zakpił Onew – Narazi swoim zachowaniem siebie i swoich
bliskich. A prosiłem go, żeby wysypywał sól przy oknach i drzwiach,
sprawdzał każdego wodą święconą, to nie! - Jinki zakończył swój monolog
siarczystym „kurwa!”, po czym poszli w głąb parku dzielącego akademik i
kampus. Nagle Minho zesztywniał.
- Onew... spójrz.
- Co zno...
Zamilkł.
Na ziemi przed nimi rozpościerała się plama krwi. Plama? Raczej kałuża.
Jej ogromne ilości sprawiły, że Jinkiemu zakręciło się w głowie.
- Boże, Taemin...
Choi westchnął ciężko przykucając i dotykając szkarłatnej plamy czubkiem palca. Wciąż była mokra.
- Świeża. - wstał.
- A jeśli on już nie...
- Zamknij się!
- Ja tylko mówię...
- To nie mów! Nic. Do cholery. Nie mów.
Onew
zacisnął pięści, ale nie odezwał się nawet słowem. Minho miał rację.
Musiał być dobrej myśli. Taemin był jego jedyną rodziną. Nie mógł go
stracić. Wtedy nie miałby nikogo.
Zostałby sam.
*.~.*
Taemin poczuł obezwładniający ból w całym ciele.
Nie mógł się ruszyć, nie tylko z jego powodu, lecz również łańcuchów,
którymi był przywiązany do niewygodnego, twardego krzesła.
Pomieszczenie, w którym się znalazł na początku wydawało mu się
nieznajome, lecz po chwili zrozumiał gdzie demon go zabrał. Blaszane
ściany, betonowa podłoga. Wybite i popękane szyby w oknach. Nieużywane
od wieków maszyny. Fabryka przy akademiku. Zamknięta z powodu błędów w
konstrukcji, może się zawalić w każdym momencie. Ta myśl oczywiście go
nie pocieszała. Jęknął próbując ruszyć ręką.
- Nie ruszysz się.
Unieruchomiłem cię jak tylko mogłem. Chciałem połamać ci obie ręce i
nogi, ale mój pan zabronił mi cię zbytnio... uszkadzać.
Taemin splunął krwią wprost na twarz demona.
- Rzeczywiście mnie nie uszkodziłeś.
Twarz demona wciąż nie wyrażała nic. Zupełnie jakby był wyprany z emocji.
- Parę szwów i będziesz tańczyć jak dawniej. - oznajmił całkowicie
poważnie. Lee wzdrygnął się. Nagle dotarła do niego powaga sytuacji.
- Chwila... obserwowałeś mnie przez cały ten czas? Jak długo to...
- Od kilku miesięcy. Znam cały twój harmonogram, wiem kiedy zostajesz
sam, znam twoje zainteresowania, talenty, słabości, ciało...
Taemin zaczerwienił się. Ta rozmowa zmierzała w złym kierunku.
- Jesteś posranym zboczeńcem...
- Nie obrażaj mnie. Gdybym nie widział cię nagiego, to nie znałbym
twoich najsłabszych punktów na ciele. Musiałem ocenić jakiej siły muszę
użyć, aby cię ogłuszyć, a nie zabić...
- Dobra skończ wykład! - warknął Taemin po czym zaczął niekontrolowanie kaszleć.
- Uważaj. Możesz sobie zrobić krzywdę.
Lee prychnął niczym rozjuszona kotka.
- Bardzo się tym przejmiesz, prawda? - spytał sarkastycznie.
- Mój pan się mnie pozbędzie jeśli umrzesz, więc tak. Przejmę się. - oznajmił demon z jak zwykle towarzyszącą mu powagą.
- No tak, zapomniałem, że jesteś czyjąś dziwką. - zakpił Taemin
oblizując spierzchnięte wargi. Były popękane, a w rogach zaschła krew.
Natychmiast poczuł kolejny cios wymierzony w policzek.
- Nie wyzywaj mnie. To niegrzeczne. Nie chciałbym przesadzić. Mój pan byłby zły.
- Kto jest twoim panem? - wypalił Lee ciężko dysząc. Uderzenie demona było za mocne.
Demon zakrył usta dłonią i udał zakłopotanie.
- Przepraszam, zapomniałem się przedstawić! Jestem Ricky, a mój pan to twój stary znajomy. Azazel, kojarzysz?
Serce Taemina stanęło.
16 lat wcześniej
Huk. Trzyletni Taemin obudził się przestraszony.
Uspokoił się widząc nad sobą parę oczu. Żółte ślepia wywiercające w jego
ciele dziurę.
- Cześć, maluszku. Jestem kolegą twojej mamy.
- Pan nie może być kolegą mojej mamy, bo moja mama nie ma kolegów.
Mówi, że koledzy to strata czasu. Może miał pan na myśli tatę?
Nie ufał mu. Jego rodzice nie mieli znajomych. Żyli na odludziu. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Właśnie. Kazali mi się tobą zaopiekować, bo póki co są... daleko.
Taemin
odsunął się ostrożnie od mężczyzny i włożył rękę pod poduszkę. Dłoń
przestała mu dygotać czując pod palcami chłodny metal. Woda święcona.
- Mówili, że nigdzie nie jadą. - odparł spokojnie chłopiec. Odkręcił buteleczkę.
- Cóż, zmienili zdanie.
- Zwykle mówili, że gdzieś jadą. - Taemin uparcie grał na czas. Wziął
głęboki oddech. Teraz albo nigdy, pomyślał i wylał całą zawartość
butelki na intruza. Mężczyzna zaśmiał się.
- Naprawdę myślisz,
że woda święcona na mnie zadziała? Jestem Azazel, władca piekieł! Teraz
gówniarzu pożałujesz, że się urodziłeś!
- MAMOOO! TATOOO! - wrzasnął Taeminnie, ale demon zatkał mu usta.
- Oni już nie przyjdą. Nikt ci nie pomoże. Zostałeś sam maluszku.
Nie mógł w to uwierzyć. Jego rodzice na pewno żyli, na pewno po niego przyjdą, na pewno go uratują!
Demon
wyjął ostrze i zrobił głębokie nacięcie na swoim nadgarstku. Siłą
otworzył chłopcu usta i umoczył jego usta we własnej krwi. W tym
momencie do pomieszczenia wbiegł Onew.
- Zostaw go! - odepchnął
mężczyznę od bratanka. Ten zatoczył się. Jinki wykorzystał moment,
chwycił chłopca i uciekł razem z nim. Po drodze mignęły Taeminowi martwe
ciała matki oraz ojca. Jego życie już nigdy nie mogło być takie samo.
Teraźniejszość
Wreszcie stanęli przed starą fabryką. Miejsce
od wielu lat stało opuszczone, co było od razu widać. Serce Onew prawie
wylatywało mu z piersi. Nie widział się ze swoim krewnym od lat, a teraz
miał się z nim spotkać twarzą w twarz. Może to niezbyt ciekawa
perspektywa, widzieć go całego we krwi, jednak w jakiś dziwny sposób
cieszył się, że znów się spotkają.
- Wchodzimy? Ślady prowadzą za drzwi. - spytał Minho opierając strzelbę o ramię.
Jinki wziął głęboki oddech.
- Wchodzimy.
Wewnątrz było cicho. Zbyt cicho. Do czasu, gdy usłyszeli czyjś jęk i głos dziecka:
- Szkoda, że nie mogę cię zabić. Tak bardzo tego chcę... Kusi mnie to.
Pokaleczyć jeszcze bardziej twoje piękne ciałko, skosztować twojej
słodkiej krwi... Jesteś taki delikatny...
Rozległ się huk.
- Spierdalaj zboczeńcu!
Dźwięk uderzenia. Starszy Lee spiął mięśnie.
- Nie wyzywaj mnie! Naprawdę mnie zdenerwujesz i nie będę mógł się powstrzymać! A nie chcę, żeby mój pan był zły!
- Pieprzę twojego pana, pieprzę ciebie, pieprzę łowców!
- Gówniarz. Masz szczęście, że mojemu panu na tobie zależy, bo już dawno byś nie żył.
- Dzięki ci, Azazel, łaskawco mój! - zakpił drugi z głosów – Wyślę ci do piekła czekoladki!
Jinki przeładował broń.
- Idziemy, mam dość.
Wyszli
z cienia i ruszyli w kierunku, z którego dochodziły głosy. Widok jaki
zastali ścisnął za serce. Taemin, cały we krwi, siedział przywiązany
łańcuchami do krzesła. Obok niego stało dziecko. W jednym ręku trzymało
nóż, a drugą dłonią głaskał poturbowanego chłopaka po policzku.
-
Popatrz, Taeminnie. Przyszli do nas goście. Mój pan się ucieszy. Szkoda
trochę, bo myślałem, że się trochę zabawimy. - powiedział pochylając
się nad Taeminem. Ten jedynie splunął demonowi w twarz. Na ten gest
Minho uśmiechnął się lekko.
- Lubię go. - odparł po czym wymierzył w Ricky'ego. Ten odwrócił się z poczerniałymi oczami.
- Nieładnie! Celować do gospodarza, tym bardziej dziecka.
- Dziecka, które zabiłeś. - warknął Taemin. Od razu dostał w twarz.
- Ty się nie odzywaj! Nie pozwoliłem ci.
- Zostaw go! - krzyknął Jinki i wystrzelił. Demon zgrabnie uchylił się
od pocisku. Z jego twarzy nie schodził złośliwy uśmiech.
-
Zostaw ich. Masz mnie, po co ci kolejne ofiary? - wychrypiał młodszy
Lee. Były to jego ostatnie słowa, ponieważ zaraz po wypowiedzeniu ich
stracił przytomność. Ricky nawet nie zaszczycił go spojrzeniem.
- Mordercy. To są mordercy. Zabijają moich braci.
- Nazywasz nas mordercami? - zakpił Minho krzyżując ramiona na piersi –
My ratujemy życia swoje i innych, a wy? Zabijacie, żeby zaspokoić swoje
chore potrzeby. Zasmakować ludzkiej krwi. Torturować ludzkie dusze i
zawierać kolejne pakty!
Demon zaczął klaskać i gwizdać, jakby Choi dał właśnie niesamowity występ.
- Dziękujemy za wykład, panie profesorze. - prychnął – Jednak myślę, że nawet ten słodziak –
mówiąc to przejechał nożem po policzku Taemina – wiedział kim są demony.
- Nie rozumiesz? Masz go zostawić! Odsuń się od niego i powiedz czego chcesz.
Ricky zaśmiał się.
- Nazywam się Ricky. Mój pan to Azazel. Kojarzy któryś z was?
Onew spiął się na dźwięk drugiego imienia.
- Czyli się nie pomyliłem. Naprawdę usłyszałem to imię...
Minho rozumiał coraz mniej.
- Zaraz, chwila... Macie na myśli tego Azazela?
- Dokładnie tego. - oznajmił z dumą Ricky.
Choi
natychmiast ruszył w jego stronę, lecz nim zdążył dotrzeć, został
odepchnięty i uderzył potylicą w wiszącą za nim, drewnianą belkę. Jinki
od razu podbiegł do niego.
- Minho! Żyjesz? - odwrócił go na plecy. Poszkodowany zakaszlał.
- Żyję, zabij tego czubka.
Onew wyciągnął z kieszeni zmiętą kartkę papieru i zaczął czytać zapisaną na niej sentencję:
- Per signum crucis de inimicis nostris libera nos, Deus noster. Amen!
Demon
zaczął krzyczeć i zataczać się, a z jego ust wyleciał czarny dym.
Martwe ciało dziecka upadło bezwładnie na ziemię. Jinki podbiegł do
Taemina.
- Taemin. Taeminnie! Obudź się!
Chłopak wciąż
był nieprzytomny. W tym wypadku, Onew wziął klucz ze stolika nieopodal i
uwolnił bratanka od niewygodnego siedzenia.
- Spokojnie, Taeminnie. Spokojnie. Już cię stąd zabieram. Już idziemy. Nie zostawię cię więcej.
Tymczasem
Minho zdążył wstać i podszedł do nich. Koszulka Lee była całkowicie
rozdarta na strzępy, dzięki czemu brunet miał widok na jego pokryte
ranami, szczupłe ciało. Rudowłosy chłopak, rzeczywiście był śliczny.
Gdyby ktoś przebrał go w dziewczęcą sukienkę można by wziąć go za
przedstawicielkę płci pięknej. Onew chciał go podnieść, ale Choi położył
mu rękę na ramieniu.
- Daj mi go. Ty idź, odpal samochód.
Jinki pokiwał głową i odszedł. Minho westchnął.
- Dlaczego dałeś się tak urządzić, dzieciaku?
Zdjął kurtkę i założył ją rudowłosemu na ramiona. Była na niego za duża, ale to tylko dodawało mu uroku.
*.~.*
Taemin z sekundy na sekundę robił
się coraz bardziej blady. Minho robił co mógł, żeby go ocucić, lecz nic
to nie dawało.
- Możesz przyspieszyć? - burknął z głową
młodszego Lee na kolanach. Ten leżał bokiem i jedynym co sprawiało, że
nie spadł, była ręka Choi.
- Słuchaj, robię co mogę! Nie mogę jechać szybciej! Rozbijemy się! - odwarknął Onew skręcając w kolejną uliczkę.
- Kiedy dojedziemy? - wciąż marudził Minho.
Wreszcie
ujrzeli budynek szpitala. Nie czekali wiele. Zaparkowali i wbiegli do
środka. Lekarze, widząc stan młodego chłopaka, od razu rzucili się im z
pomocą. Podali mu kroplówkę i zabrali na salę.
*.~.*
Ludzie wokół wciąż się gdzieś spieszyli.
Słychać tylko było, że jeden pacjent miał zapaść, inny stracił
przytomność, jeszcze inny był przenoszony na blok operacyjny. Onew
siedział z twarzą w dłoniach, a Minho chodził niespokojnie po korytarzu.
Wreszcie na spotkanie wyszedł im lekarz zajmujący się Taeminem.
- Jego stan jest stabilny. Nic mu nie będzie. - zajrzał w kartę, po
czym zwrócił się do Jinkiego – Mówił pan, że miał mały wypadek, tak?
Więc jak mały był ten wypadek?
- No... widzi pan... - zakłopotał się Onew. Na szczęście z pomocą pojawił się przy nich Minho.
- Wygłupialiśmy się w fabryce i spadł z platformy. Nadział się na szkło
leżące na podłodze, stąd te obrażenia. Na całe szczęście przyjechał
wujek! - Choi był świetnym aktorem, to mu trzeba było
przyznać.
- Nie będę wam robił wykładów, bo wasza głupota już i tak doprowadziła
do tragedii. Mam nadzieję, że was to nauczy, żeby uważać i nie zbliżać
się do takich miejsc jak opuszczone fabryki. - westchnął
chirurg – No cóż, możecie do niego wejść. Na pewno ucieszy się, że was zobaczy przy sobie.
Obaj mężczyźni weszli od razu do środka. Był to jasny, czysty
pokój. Wszędzie czuć było zapach chemikaliów i detergentów. Taemin
nieobecnym wzrokiem patrzył w okno znajdujące się po lewej
stronie od łóżka. Onew niepewnie podszedł do niego.
- Taeminnie...
Chłopak spojrzał na niego spod kurtyny długich rzęs. Wbrew słowom lekarza, nie wykazywał radości.
- Mam ci się rzucić w ramiona, bo razem z tym swoim dryblasem uratowaliście mi życie?
Kpina w jego głosie była łatwa do wykrycia.
- Nie miałbym nic przeciwko, choć wiem, że tego nigdy nie zrobisz. Jak się czujesz?
- Zajebiście. Porwał mnie jakiś popapraniec, pociachał, pobił i skopał,
będąc w ciele zamordowanego dziesięciolatka. Widziałem pustą dziurę w
miejscu jego serca. Jak mam się czuć? - burknął podnosząc się do siadu.
- Nie wstawaj. Straciłeś dużo krwi. - upomniał go Jinki. Kiedy próbował go przytrzymać, został przez
chłopaka odepchnięty.
- To, że jesteśmy rodziną, nie upoważnia cię we wpieprzanie się w moje sprawy.
- Zadzwoniłeś do mnie!
- Nigdy nie poprosiłbym cię o pomoc!
Zapadła między nimi cisza.
- W takim razie kto do mnie zadzwonił? Słyszałem dyszenie. Kto miałby dostęp do twoich rzeczy?
Twarz Taemina pobladła. Przybrała taki kolor, że Onew i Minho bali się, że znów zemdleje.
- Jimmy i Travis... Travis zawsze grzebie mi w rzeczach! Nie... Cholera!
Wyrwał
wenflon z ręki i odczepił się od respiratora. W sali rozbrzmiał długi
pisk urządzenia. Natychmiast przybiegły pielęgniarki.
- Wypisuję się na własne żądanie! - krzyknął Lee wybiegając z sali. Był obolały, ale to nie miało
znaczenia. Jimmy i Travis byli jego jedynymi przyjaciółmi. Jedynymi osobami, które go rozumiały i akceptowały mimo wad.
- Bierzemy go na spacer! - Jinki uśmiechnął się przepraszająco i razem z Minho pobiegli za
młodszym.
- Niewychowana młodzież... - westchnęła jedna z pielęgniarek i zaczęła
sprzątać salę. Reszta poszła powiadomić lekarza o opuszczeniu budynku
przez pacjenta.
Taemin przebrał się w samochodzie, więc w swoich
codziennych ubraniach rzucił się biegiem w kierunku akademika. Krzycząc
imiona przyjaciół wbiegł do pokoju. Zastał jedynie otwarte na oścież
okno.
- Nie, nie, nie! - jęknął młodszy Lee przetrząsając rzeczy współlokatorów. Coś musiał przecież znaleźć!
- Taemin. - usłyszał głęboki, męski głos, który wywołał na jego ciele
ciarki. Na początku nie wiedział do kogo on należy, ale po chwili
zorientował się, że to towarzyszący jego wujkowi brunet.
- Co? -
spytał odwracając się niechętnie. Pierwszy raz miał okazję przyjrzeć
się dokładniej mężczyźnie. Był trochę wyższy i wiele postawniejszy od
niego. Jego karnacja miała nieco ciemniejszy odcień od Taemina. Ubranie
wyższego (i zapewne starszego) mężczyzny składało się z białej koszulki,
czarnych zwężanych jeansów, ciężkich, wojskowych butów oraz czarnej
skórzanej kurtki.
- Siarka. - odparł wskazując na parapet okna. Faktycznie, owa substancja znajdowała się na nim.
Wprawdzie
w niewielkich ilościach, ale jednak. Zerknął w stronę szuflady, w
której trzymał swój sztylet i telefon z numerem Jinkiego. Była otwarta.
Zajrzał do skrytki – broń wciąż się w niej znajdowała. Zamknął ją i
podrapał się po policzku.
- Wyjaśniła się sprawa telefonu. -
oznajmił – Widocznie, kiedy Travis mnie szukał, zajrzał do szuflady i
znalazł telefon z twoim numerem. Pewnie postanowił zadzwonić do ciebie,
bo myślał, że możesz coś wiedzieć.
Podszedł do łóżka przyjaciela. Oczywiście, leżał na niej jego telefon.
- Bingo. Tylko co teraz Sherlocku? Gdzie oni mogą być? - odezwał się Onew. Wciąż był zły na bratanka
za jego zachowanie w szpitalu. Nie tego się spodziewał przyjeżdżając tutaj i ratując mu życie.
- Sprawdziłbym najpierw w fabryce. - wtrącił się Minho. Taemin przytaknął mu.
- Ma rację ten twój dryblas.
Brunet uśmiechnął się prawie niewidocznie.
- Choi Minho.
- Lee Taemin. - odpowiedział niższy po czym skierował się do drzwi – Idziemy?
*.~.*
Travis obudził się w cuchnącym
stęchlizną, ciemnym pomieszczeniu. Nie był w stanie zorientować się,
gdzie dokładnie jest. Nic nie pamiętał. Ostatnie co zachowało się w jego
głowie, to jak był w pokoju z jednym ze współlokatorów i wybierał
jedyny numer w telefonie należącym do
Taemina: „Pierdolony Wujcio Onew”. Rozejrzał się wokół, ale Jimmy był poza zasięgiem jego wzroku.
- Jimmy! - zawołał szeptem przyjaciela. Niestety, odpowiedziało mu
jedynie kapanie wody ze starych rur. Po chwili usłyszał jęk i drżący
głos:
- Ja naprawdę nie wiem gdzie jest Taemin! - wychrypiał – Szukaliśmy go razem z Travisem!
- Kłamiesz.
Drugi
z głosów nie należał do żadnej znanej mu osoby. Grey uniósł się trochę i
spróbował ruszyć. Bolało go całe ciało, ale dopełzł do zakrętu i
wyjrzał zza rogu. Na widok, który zastał, nie był ani trochę
przygotowany.
Nad jego zwijającym się z bólu przyjacielem stał
dorosły mężczyzna w kitlu z czarnymi jak noc oczami. W ręku trzymał nóż i
uśmiechał się szeroko niczym w pospolitym horrorze. Zebrał całą energię
jaką posiadał i wstał na obie nogi zataczając się lekko.
- Zostaw Jimmy'ego! On nic nie wie! - warknął podchodząc do nich. Nieznajomy odwrócił się w jego stronę.
- Cześć, jestem Ricky i to ja was dziś goszczę. - jego uśmiech
złagodniał – Łączy cię bliska więź z Taeminem, prawda? - spytał.
Travis
podszedł jeszcze bliżej. Miał wrażenie, że ten facet wie o nim więcej
niż się spodziewa. On i Taemin ukrywali się ze swoimi uczuciami. Nawet
Jimmy o nich nie wiedział.
- O czym ty mówisz? - spytał niepewnie.
- Och, nie obchodzi mnie to co robicie w nocy! Chociaż jego jęki mogłem usłyszeć w tej fabryce. Nie boisz się go?
- Czemu miałbym się go bać? - zapytał Grey szczerze zdziwiony. Przecież
Lee zawsze był tak delikatny, wciąż potrzebował pomocy. Uroczo się
uśmiechał, kiedy był zakłopotany. Zupełnie inny niż na co dzień. Ponury,
aspołeczny i nieprzyjemny.
- To Łowca. Łowcy są źli. Zabijają demony. On mówi, że tego nie robi, ale kto wie...
- O co ci chodzi z tymi Łowcami? Kto to, kurwa, jest?
Mężczyzna zaśmiał się.
- Łowcy to mordercy moich braci. Odbierają życia z taką łatwością, z
jaką ja dzisiaj okaleczyłem twojego kolegę. - odparł demon bawiąc się
nożem.
- Słuchaj, nie obchodzi mnie kim jest Taemin i jak
dorabia na boku. Każdy z nas ma sekrety i nie wolno się w to mieszać.
Jednak wiedz, że my obaj też szukamy Tae. A ja osobiście nie pozwolę,
żebyś go dostał w swoje łapska. Nie dam ci go skrzywdzić!
Ricky zaczął klaskać.
- Cóż za bohaterstwo! Szkoda, że nie zdążysz nikogo uratować. Będziesz
umierał powoli, patrząc jak twój ukochany ginie z moich rąk.
Po
tych słowach, Travis usłyszał huk zza demona. Zaraz po tym, wybiegł do
nich Taemin z dwoma innymi, nieznanymi Travisowi, Azjatami.
-
Taemin! On chce cię zabić! - krzyknął chwytając pręt leżący na ziemi.
Młodszy Lee pokiwał głową, dając znak, że wie. Jinki wyciągnął strzelbę i
wycelował w demona.
- Chcesz się zabawić drugi raz? Per signum crucis...
Ricky był jednak szybszy. Odepchnął Onew z taką siłą, że stracił przytomność.
- Onew! - krzyknął Choi próbując do niego podbiec, lecz również został odrzucony w powietrze.
- Czego od nich chcesz? Nie możesz ich zostawić w spokoju? Masz już
mnie, prawda? Ja za nich. Zgoda? - głos Taemina był pełen złości.
- Dobrze. - zgodził się demon bez cienia zawachania.
- Niedobrze! - warknął Travis podchodząc bliżej – Nie pozwolę, żebyś
dla mnie umierał Pamiętasz naszą obietnicę? - spytał, a w jego oczach
zatańczyły łzy – Nie masz prawa umrzeć przede mną.
Rudowłosy
złagodniał. On również czuł, że zaraz się rozpłacze. Ta sytuacja go
przerastała. Odsuwał się od ludzi, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji,
ale... oni nie dali mu wybudować pomiędzy nimi muru. Szczególnie
Travis, który od razu wpakował się do jego życia, kiedy pewnego wieczora
po prostu powiedział: „Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Nie
zmieniaj się, nigdy.” Jednak dopiero tego dnia zobaczył po raz pierwszy
łzy w oczach chłopaka.
- Ale...
- Nie ma ale! - burknął
Grey – Kocham cię, Tae. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Nie
zmieniaj się, nigdy. - oznajmił jakby czytał w myślach kochanka i lekko
się uśmiechnął.
Młody Lee przełknął ślinę. Natomiast demon zaczął klaskać.
- Pięknie! A teraz pozwólcie, że zajmę się swoją robotą.
Taemin
nie wytrzymał i wystrzelił z broni upuszczonej przez wujka. Ricky upadł
na kolana i dotknął plamy krwi na swojej piersi. Wtedy za chłopakiem
stanął Minho i zaczął czytać zdanie zapisane starannym pismem Onew na
kartce z zeszytu:
- Per signum crucis de inimicis nostris libera nos, Deus noster. Amen!
Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy demon opuścił ich towarzystwo.
*.~.*
Stali przed akademikiem. Taemin był już spakowany i gotowy do drogi. Prawie.
- Pamiętajcie, żeby wysypywać sól we wszystkich strategicznych miejscach! - Taemin po raz setny upominał przyjaciół.
- Tak, tak, wiemy! - westchnął Jimmy i przytulił młodszego Lee –
Wpadnij do nas czasem. Jak... będziesz miał przerwę od tych całych
polowań.
- Spróbuję, ale nic nie obiecuję. - odparł Taemin odwzajemniając uścisk.
Następnie przyszła pora pożegnać się z Travisem. Rudowłosy wiedział, że to będzie dla niego trudne.
- Taemin...
- Czekaj. - przerwał mu Lee – Teraz ja coś powiem, okej? Dziękuję, że
powiedziałeś mi te słowa. Nikt wcześniej nie powiedział mi czegoś
takiego, ale... przepraszam. Nie potrafię powiedzieć ci tego samego co
ty mi. Zależy mi na tobie i jesteś jedną z najlepszych rzeczy w moim
życiu, ale to wszystko. Nie czuję, żeby to była miłość. Raczej bardzo –
przed oczami stanęła mu ich ostatnia wspólna noc, przez co zaczerwienił
się nieco – bardzo głęboka przyjaźń. Kocham cię, ale jak brata. - odparł
czując, że zbiera mu się na płacz.
- Ej, Taeminnie. - Grey
pogłaskał go po policzku – Nie płacz! Dziękuję, że jesteś ze mną
szczery. Nigdy cię nie zapomnę. I wiedz, że ja też mówiłem wtedy prawdę.
Nigdy cię nie okłamałem.
Chłopak przytulił rudowłosego, a ten przymknął oczy. Dziękował Bogu za takich przyjaciół.
- No to, dbajcie o siebie i uważajcie! - pożegnał się z nimi wsiadając do samochodu.
-Ty też, Tae! Nie daj się zabić! - chłopcy również machali do niego z uśmiechami przyklejonymi do
twarzy. Nie chcieli, aby Lee widział, że im przykro. To by złamało mu serce.
Po paru sekundach Impala zniknęła za bramą NYU.
*.~.*
Jechali w milczeniu. Onew spał na
tylnym siedzeniu, a Taemin i Minho siedzieli z przodu nie odzywając się
do siebie ani słowem. Wreszcie barierę postanowił przełamać Choi.
- Jak się czujesz? - spytał nie odrywając wzroku od drogi przed sobą. Lee spojrzał na niego zaskoczony.
- Mówisz do mnie? - zdziwił się.
- Nie, kurwa, z samochodem sobie gawędzę. - prychnął wyższy.
Taemin westchnął.
- Dobra, zrozumiałem! Czuję się źle, okropnie, pusto w środku.
Odszedłem właśnie z pierwszego miejsca, które nazwałem „domem”, a moich
przyjaciół prawie zabił demon, który jednocześnie zabił dziecko. Tak
poza tym to zajebiście, a co u ciebie? - wypalił młodszy wpatrując się w
przestrzeń za oknem.
- Dla mnie to chleb powszedni. Nie dziwię ci się, że próbowałeś odejść z tego fachu.
- Odszedłem z tego fachu. - poprawił go Taemin.
- Nie na długo. - zakpił Minho.
Lee wreszcie spojrzał na kierowcę. Przyjrzał się jego męskiej twarzy i krótkim, czarnym włosom.
- Od tego nie da się uciec. - mruknął – To jest jak przeznaczenie. Nie możesz go oszukać.
- Mały filozof. - zaśmiał się cicho Choi. Nagle zauważył świetlisty
neon zajazdu - Zatrzymujemy się. To był ciężki dzień, a jutro będzie
niewiele lepiej.
- Dzięki za pocieszenie, będę pamiętał. -
burknął Taemin chcąc wysiąść z samochodu. W tym samym czasie odezwał się
zaspany Onew:
- Słodziaki, nawet nie próbujcie wysiadać. Ja
wszystko załatwię i wrócę tu po was. - po czym ziewnął. Taemin prychnął
niczym rozjuszona kotka, lecz nie ruszył się z miejsca. Minho zgasił
silnik i potarł twarz dłońmi. Był wykończony.
- Jesteś śpiący? - spytał młodszy Lee. Tym razem jemu przeszkadzała głucha cisza.
- Taa... Wiesz, jak ktoś dwa dni siedzi za kółkiem bez snu to nic dziwnego, że chce mu się spać.
Znów zamilkli. Wreszcie zauważyli idącego w ich stronę Onew. Wysiedli z Impali i wyjęli torby.
- Wziąłem pokój na dobę. Minho długo nie spał, a Taemin ma za sobą naprawdę ciężki dzień.
Pokiwali
głowami i poszli za starszym Lee w kierunku motelu. Jinki przekręcił
klucz w drzwiach do pokoju i pierwsze co rzuciło się w oczy Taeminowi to
jeden fakt – tylko dwa oddzielne łóżka.
- Yyy... Onew. Nie uważasz, że trochę pomyliłeś się w liczbach przy meldowaniu? - spytał ostrożnie.
- No widzisz... - zakłopotał się Jinki – Jedyny wolny trzyosobowy pokój
mają w remoncie, więc nie miałem zbytnio wyboru. Ale jakoś się z Minho
dogadacie! Ja śpię sam, ponieważ jestem najstarszy co oznacza, że jestem
najwyżej w hierarchii.
- Uważaj, żebym ci tej hierarchii nie wsadził w...
Choi uznał, że czas przerwać rodzinną sielankę. Podszedł do rudowłosego i zakrył mu usta dłonią.
- Dobra, ale idę pierwszy do łazienki. Wy sobie musicie poważnie
porozmawiać. - odparł i poszedł wziąć prysznic. Między wujkiem a
bratankiem zapadła niezręczna cisza. Pierwszy odezwał się Jinki.
- Słuchaj, wiem o co jesteś zły. - spotkał się z pytającym spojrzeniem
Taemina – Przepraszam, że nie udało mi się uratować twoich rodziców. Nie
zdążyłem, kiedy wszedłem do domu oni już...
- Zamknij się! -
przerwał mu młodszy – Naprawdę myślisz, że całe życie wspominam śmierć
moich rodziców? Uratowałeś mi życie i sądzisz, że będę cię za to
nienawidził? Nie jestem zły o wydarzenia z tamtego dnia. Jestem wściekły
z zupełnie innego powodu.
Tym razem starszy Lee poczuł się zagubiony.
- Więc o co chodzi? - spytał.
Taemin pokręcił głową z politowaniem.
- Nie odzywałeś się do mnie od kilku lat. Zostawiłeś mnie samego sobie w
Nowym Jorku i myślałeś, że świetnie sobie poradzę! Potraktowałeś mnie
jak zbędną rzecz. Pozbyłeś się mnie jak zepsutej zabawki! Wiesz jak ja
się czułem? Kiedy powiedziałem, że chcę odejść i studiować sztukę,
miałem nadzieję, że mnie zatrzymasz i powiesz, żebym tego nie robił, że
jestem ci potrzebny. A ty tylko dałeś mi pieniądze i odwiozłeś na
miejsce. Chciałem uciec, to prawda, ale nie zamierzałem tracić rodziny!
Potrzebowałem jedynie odrobiny wsparcia, poczucia, że jestem komuś
potrzebny! Ale zostałem śmieciem, wyrzuconym pod czyjś dom ze srebrnym
sztyletem i zapasem wody święconej!
Jinkiego zatkało. Tak samo
jak Minho, który akurat wyszedł z łazienki i stał w jej progu. Taemin
zresztą również nie spodziewał się po sobie takiej szczerości. Jednak
zmęczenie dało mu się we znaki i nie miał siły nad sobą panować.
- Ja... nie miałem pojęcia. Nie chciałem, żebyś poczuł się
niepotrzebny. - chciał podejść do chłopaka, ale ten od razu się cofnął i
uciekł do łazienki zatrzaskując za sobą drzwi.
Taemin nie mógł zasnąć. Przed oczami wciąż miał obraz Azazela
stojącego nad jego łóżkiem z rozciętym nadgarstkiem. Miał dosyć tych
koszmarnych wizji, ale te nie chciały odejść. Minho zauważył, że młodszy
wciąż nie śpi, więc dotknął jego ramienia dając znak, żeby się
odwrócił.
- Nie śpisz? - zdziwił się Lee obracając w jego stronę.
- Tak samo jak ty. Zły sen? - spytał głosem pełnym współczucia.
- Wciąż śni mi się Azazel. Nie chcę go widzieć, ale on i tak się
pojawia i niszczy mi życie. Teraz, kiedy było tak dobrze, pojawił się
znowu i zepsuł wszystko. - westchnął Taemin odgarniając włosy za ucho.
Choi uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Nie mogę ci obiecać, że to się nigdy nie powtórzy.
- Będziesz mnie teraz pocieszać? - prychnął rudowłosy przewracając oczami.
- Nazywaj to jak chcesz. Tylko spróbuj zrozumieć – na tym świecie są
ludzie, którym na tobie zależy. Dlatego nie utrudniaj im tego, okej?
Na twarzy Lee pojawiło się coś na podobieństwo uśmiechu. Brunet nie krył z tego powodu zadowolenia.
- Dzięki. - wypalił młodszy szybko chowając twarz w poduszkę, żeby Choi nie zobaczył jego rumieńca.
Zaskoczony Minho zastygł w bezruchu. Odpowiedział dopiero po chwili:
- Nie ma za co, Tae.
*.~.*
Jinki chodził to w jedną, to w drugą
stronę przeszukując wszystkie torby i szuflady jakie spotkał na swojej
drodze. Niezmiernie denerwowało to Taemina, który akurat czyścił broń i
próbował się na tym skupić.
- Możesz przestać łazić, jakbyś miał
robaki?! - warknął wreszcie odkładając pistolet na bok. Onew spojrzał
na niego szczerze zaskoczony.
- Wy-wybacz, nie zauważyłem...
- Nie zauważyłeś, że też jestem w tym pokoju? No tak, zapomniałem, że jestem niewidzialny.
- Skończ już z tą ironią, błagam! - jęknął starszy Lee siadając na
brzegu łóżka – On miał zadzwonić już dawno temu! Cały dzień czekam na
ten jeden, cholerny telefon!
Taemin spojrzał na niego nieco zdziwiony.
- Kto miał zadzwonić?
Jednak Onew nie zdążył odpowiedzieć, gdyż do pokoju wparował Minho ze śniadaniem.
- Kawa, kurczak dla Onew oraz tosty dla mnie i Tae. - odparł kładąc
posiłek na stole. Jinki na dźwięk słowa „kurczak” niemalże rzucił się do
papierowej torby, w której znajdowała się jego porcja. Taemin natomiast
zupełnie spokojnie podszedł do stolika i upił łyk kawy.
-
Mmm... pyszna. Jakim cudem kawa z automatu może być tak dobra? - zdziwił
się chłopak wpatrując się uważnie w papierowy kubek.
- Właściwie to sam ją zaparzyłem... - mruknął Minho drapiąc się po potylicy. Młody Lee wytrzeszczył na niego oczy.
- Ona jest naprawdę dobra! - uśmiechnął się Taemin siadając na stoliku i
machając nogami. Wyglądał przy tym jak nieco wyrośnięte, ale urocze
dziecko.
- Cieszę się, że ci smakuje. - oznajmił Minho odwzajemniając uśmiech i również zaczął pić swoją kawę.
Nagle rozbrzmiało pianie koguta. Jinki zerwał się jak poparzony z parapetu, na którym siedział i podbiegł do swojego telefonu.
- Halo?...Tak...No...No co ty!... Dlaczego?...Och, rozumiem...Kurujcie się! Ja to załatwię!...No, ja was też, pa!
Taemin i Minho spojrzeli na niego zdziwieni. Pierwszy odezwał się rudowłosy.
- Po pierwsze – kto ustawia sobie taki idiotyczny dzwonek?! A po drugie, kto to był?
Onew naburmuszył się.
- To był Will, brat mojej przyjaciółki, również łowca. Miał zadzwonić w
sprawie dochodzenia, które prowadzili razem z Tatianą w New Jersey.
Podobno ktoś porywa każdego człowieka, który wchodzi do pobliskiego
lasu.
- Chwila, skoro on jest łowcą to nie może sam się tym zająć? - spytał Taemin kończąc ostatniego tosta.
- Zajęliby się tym, gdyby Tatiana nie zachorowała. Ktoś musi się nią
zająć, więc poprosił nas o przysługę. - burknął Onew. Taemin podniósł
ręce w obronnym geście.
- Dobra, dobra! Gdzie mieszkają?
Minho, który dotychczas jedynie przysłuchiwał się wymianie zdań, również się odezwał:
- Idę przygotować sprzęt. Wy tu sobie pogadajcie.
Jinki kiwnął głową w duszy dziękując Choi za danie mu trochę czasu sam na sam z bratankiem.
- Mieszkając niedaleko stąd. Na obrzeżach New Jersey. - odparł.
Taemin odwrócił głowę i chwycił swoją broń.
- Byłeś tak blisko. Tak blisko i ani razu mnie nie odwiedziłeś.
Mieszkałem u Jimmy'ego. Nigdy nie zastanawiałeś się co u mnie jest i czy
w ogóle żyję?
Nie krzyczał. Nie płakał. Powiedział to bez złości
czy smutku. Jego głos był wyprany z emocji (dop. autorki - niczym para
skarpetek wrzucona do Vanisha). Onew stał skamieniały analizując słowa
wypowiedziane przez młodszego. Był pewny, że Taemin zacznie krzyczeć i
wyzywać go od najgorszych. Tymczasem chłopak zachował zimną krew i nie
uniósł głosu.
- Tae, ja... Ja naprawdę nie wiedziałem. Myślałem, że jeśli nie będę się pokazywać to będziesz mniej cierpieć.
Młodzieniec nawet na niego nie spojrzał. Bez słowa wyszedł z pokoju zostawiając nic nierozumiejącego Jinkiego, samego.
Jechali od kilkunastu minut. Taemin znudzonym
wzrokiem obserwował widoki za oknem. Jinki starał się nawiązać
jakąkolwiek rozmowę, lecz chłopak nie chciał słuchać. Minho również się
nie odzywał. Sam nie miał rodziny, jednak wiedział, że lepiej się w
takie sprawy nie wtrącać. Tak jest bezpieczniej dla niego samego.
- Tutaj możesz skręcić, Minho! - zawołał Jinki, a Choi przewrócił oczami.
- Przymknij się, Onew, jestem nawet nie metr od ciebie!
Wjechali w wąską, polną drogę. Ich oczom ukazało się niewielkie gospodarstwo. Taemin skrzywił się nieznacznie.
- Super, nie wiedziałem, że to taka wiocha. - mruknął bawiąc się nożem. Minho parsknął śmiechem.
- A czego się księżniczka spodziewała? Trzypiętrowej willi z basenem?
- No przepraszam, że nigdy nie byłem na wsi i nie wiem jak to zwykle wygląda! - prychnął Taemin krzyżując ramiona na piersi.
- No już, już! Spokojnie! Załatwmy to szybko i chodźmy na jakiś dobry
obiad. Zjadłbym cheeseburgera... - westchnął Minho uśmiechając się
lekko. Młody Lee zauważył, że brunet ma
naprawdę ładny uśmiech.
Szkoda, że pokazywał go tak rzadko, choć tutaj i Taemin nie był zbyt
dobrym przykładem do naśladowania. Ciężko było mu czerpać radość z
życia, kiedy przez ostatnie kilka lat było ono zwykłą obłudą. Snem,
który nigdy tak naprawdę nie miał się spełnić i tylko sprawiał wrażenie
realnego. Poza tym życiem, którego zaznał w NYU, był Łowcą. Osobą, która
zabija codziennie i nie robi to na niej najmniejszego wrażenia. Kimś,
kto broni ludzi i nigdy nie dostaje za to nawet krótkiego „dziękuję”.
Prędzej ludzie uciekali z krzykiem i starali się zapomnieć o wszystkim
co się wydarzyło. Jednak, nie zawsze im się to udawało.
Weszli na pomalowaną białą farbą werandę. W wiszących pod dachem
doniczkach rosły czerwone pelargonie. Jinki nacisnął dwa razy dzwonek i
trzy razy zapukał do drzwi. Po chwili otworzył im
widocznie
zmęczony mężczyzna z kilkudniowym zarostem. Miał rude włosy i podkrążone
oczy. Na widok starszego Lee uśmiechnął się słabo.
- Onew! Wejdź proszę! Tatiana nie mogła się doczekać twojej wizyty. - odparł i wpuścił ich do środka.
Wnętrze
domu było utrzymane w niemalże pedantycznym porządku. Jasne meble aż
błyszczały od szorowania. Ściany były pokryte błękitną tapetą, a
wykładzina miała delikatny, beżowy kolor. W wystroju wyraźnie było widać
kobiecy wkład.
Zza rogu wyjrzała młoda, ładna kobieta.
Miała rude włosy i błękitne oczy. Była bardzo podobna do brata, jednak
jej nie poskąpiono urody, co było widać mimo wyraźnych oznak choroby.
Uśmiechnęła się lekko i przytuliła starszego Lee na powitanie.
- Onew, jak dobrze, że jesteś! - następnie przyjrzała się Minho i Taeminowi – A to kto?
Jinki
odwzajemnił gest i podrapał się lekko po karku, jak zwykle, kiedy był
zdenerwowany. Chemia między tą dwójką była widoczna gołym okiem.
- Ten wysoki to Choi Minho, syn Michaela. - oznajmił – A ten niższy to Lee Taemin. Mój bratanek.
Tatiana spojrzała na rudowłosego zaskoczona.
- Niemożliwe! Taemin? Ten słodki, mały Taemin, którego mi pokazywałeś
kiedyś na zdjęciach? Byłam pewna, że to jakaś dziewczyna!
Taemin zagryzł język, nie chcąc powiedzieć niczego nie na miejscu.
- To właśnie on.
- Miło mi panią poznać. - młodzieniec ukłonił się lekko. Minho cicho
parsknął śmiechem. Nie uszło to jednak uwadze Taemina, który wbił mu za
to łokieć w żebra.
- Uroczy są! Chcecie herbaty, kawy? - spytała. Will złapał ją za ramiona, odwrócił i lekko popchnął w stronę łóżka.
- Ty idziesz odpoczywać. Ja zajmę się gośćmi.
Po chwili siedzieli w salonie, każdy z kubkiem kawy w dłoni.
- Zatem, co cię zaniepokoiło, Will? - spytał Jinki odkładając parujący napój na stolik.
Mężczyzna westchnął.
- Od jakiegoś czasu w lasach giną ludzie. Najczęściej grupy
nastolatków, które wybrały się tam na biwak. Podejrzewam, że to wendigo.
Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni.
- Co wendigo miałby robić w New Jersey? - zdziwił się Minho.
- Nie mam pojęcia. Jednak moje podejrzenia nie są bezpodstawne. Kiedy
szukałem jakichkolwiek śladów, znalazłem film nagrany przez jednego z
zaginionych.
Podsunął im pod nos swój telefon i włączył nagranie.
W pierwszych kilku sekundach było widać jedynie ciemność. Następnie
pokazały się twarze trzech chłopców mniej więcej w wieku Taemina. Łowców
przeszły ciarki. Zza młodzieńców wyłonił się zniekształcony cień. Miał
nienaturalnie długie ręce zakończone szponami i odstające, spiczaste
uszy.
- Czy to jest... - zaczął Taemin, a jego ręka mimowolnie zadrżała, kiedy zrobił przybliżenie – Cholera!
- Taemin, coś nie tak? - spytał zaniepokojony Jinki.
- Znam jednego z tych chłopaków. Mieliśmy razem historię sztuki. Nazywa
się Tim Martin i ma talent do rysowania krajobrazów. Pewnie szukał
inspiracji do pracy semestralnej.
Choi położył mu rękę na ramieniu.
- Znajdziemy go. Jeżeli to naprawdę wendigo, to nie jest tak źle.
Istnieje prawdopodobieństwo, że jeszcze żyje i wisi gdzieś w jego
spiżarni czekając na swoją kolej.
Młody Lee strzepnął jego dłoń.
- Wiem. Nie przejmuj się, mięśniaku, nie jestem ciepłą kluchą, która
ryczy nad każdym trupem. Tego kolesia znałem tylko z widzenia, nic
więcej. - mruknął, wstając z kanapy – Kiedy wyruszamy?
- Możecie ruszyć jutro z samego rana. Wendigo to świetni łowcy za dnia, lecz w nocy są niedoścignieni.
Mimo wyraźnych zakazów, do pokoju weszła Tatiana, która najwyraźniej stała pod drzwiami i podsłuchiwała od dłuższego czasu.
- Możecie spać w pokoju gościnnym. A Onew u mnie, jak zwykle.
Potrzebuję męskiego wsparcia, które na pewno mi zapewnisz. - uśmiechnęła
się łobuzersko ukazując śnieżnobiałe zęby. Taemin nie potrafił
zrozumieć, skąd w osobie, która jest Łowcą, tyle pozytywnej energii.
Uznał, że zaczyna lubić tą kobietę. Była bezpośrednia i wiedziała jak
jej słowa działają na Jinkiego, a mimo to nie powstrzymywała się od
szczerych komentarzy.
- Dziękujemy bardzo. - oznajmił Taemin, odwzajemniając uśmiech.
- Macie tam jedną, dwuosobową, rozkładaną kanapę. Powinna wam
wystarczyć na ten czas. Taemin jest chudziutki, a Minho zawsze może
posłużyć za poduszkę... - dodała ciszej z lekkim uśmiechem. Chłopcy od
razu się zmieszali, a Onew roześmiał głośno. Pierwszy odezwał się Tae.
- Nie! Pani myśli, że my... Nie! To nie tak! My się poznaliśmy niedawno, jesteśmy tylko kolegami!
Kobiet zaśmiała się serdecznie.
- Ależ, ja nic nie sugeruję! To wy macie jakieś brudne myśli,
chłopcy... - mrugnęła do nich odchodząc w stronę drzwi - Pokój gościnny
jest zaraz obok mojego. Pierwsze drzwi po lewej. - oznajmiła na
odchodnym i wyszła.
- Onew, twoja dziewczyna, to szalona
kobieta. - westchnął Taemin, kręcąc głową z niedowierzaniem. Jinki
wyraźnie się zmieszał na słowo "dziewczyna".
- Skąd wiesz, że my...
Wszyscy w pokoju spojrzeli na niego wymownie.
- Przecież wy się nawet nie staracie ukrywać. - prychnął młodszy Lee i
przerzucił sobie torbę przez ramię - Chodź, wielkoludzie, idziemy się
rozpakować. - oznajmił obojętnym głosem szturchając Minho między żebra.
- To będzie długa noc. - szepnął Choi i podążył za młodszym w kierunku ich tymczasowego pokoju.
*.~.*
Las przy granicy stanu na pierwszy rzut oka
wyglądał w miarę spokojnie i bezpiecznie. Na pewno, nie przypominał w
niczym siedliska wendigo. No, może nie licząc tych wszystkich
porozrzucanych toreb, rozszarpanych namiotów i śladów krwi na materiale.
Taemin dawno nie widział takiej jatki.
- Co to ma być? - nawet Minho nie mógł wyjść z podziwu dla bałaganu zostawionego przez bestię.
- To nie mógł być jeden wendigo. Musi ich być więcej. Zróbcie zdjęcia i wracamy.
Chłopcy
zajęli się pracą zleconą im przez Onew. Nieważne co mówił Will - nie
mieli pewności, że to wendigo, więc musieli porównać ślady. Siedzieli
przy obozowisku kilka godzin. Nagle usłyszeli dźwięk, który zmroził im
krew w żyłach.
- Cholera! - warknął Jinki zbierając z bratankiem i przyjacielem sprzęt - Jest blisko, choroba jedna!
- Zostawmy to, nie mamy broni! - mruknął Taemin chowając aparat z dowodami. Wycie było coraz bliżej ich obecnej pozycji.
- Biegniemy!
Uciekali
co sił w nogach. Taemin, z powodu ran nie mógł biec zbyt szybko, więc
był ostatni. Minho co chwilę odwracał się i patrzył czy młodszy biegnie z
nimi. Widział, że chłopak był zmęczony i nie dobiegnie z nimi nawet do
granicy lasu. Zatrzymał się i nie pytając Taemina o zdanie, przykucnął.
- Wbijaj!
Rudowłosy
nawet się nie kłócił. Ledwo żył po tym szaleńczym biegu. Kiedy wreszcie
byli przy samochodzie, znów usłyszeli wycie. Tym razem dochodziło z
oddali.
- Zdążyliśmy... - wydyszał Jinki i spojrzał na bratanka. Przeraził się, gdy ujrzał krew na jego bluzce - Taemin!
Jednak młodszy już go nie słyszał.
KOMENTOWAĆ MOŻE NAWET ANONIMOWY CZYTELNIK! NIE TRZEBA MIEĆ KONTA NA BLOGGERZE, WIĘC PROSZĘ O KOMENTARZE. =^w^=
czwartek, 24 lipca 2014
poniedziałek, 7 lipca 2014
Notka informacyjna! WAŻNE!
Witam wszystkich! Wybaczcie taką, a nie inną formę, ale piszę na telefonie, z autobusu, a moja dachówka mnie nie kocha. Tak więc, przepraszam za brak akapitów.
Mam informacje. Pierwsza jest taka, że niedługo wstawię one shot z dwoma innymi niż zazwyczaj pairingami. Jakimi? Niespodzianka. Fani B2ST i B.A.P powinni być w miarę szczęśliwi. :3
Druga z informacji jest taka, że niedługo może zacznę nowe opowiadanie. Nie jestem pewna. Mam już trochę napisane, ale nie wiem czy warto coś zaczynać nie kończąc jednego. -,-
Ostatnia wiadomość to właściwie propozycja. Napiszcie w komentarzu skrót fabuły one shota, którego chętnie byście przeczytali. ;) Ten, który uznam za najlepszy, napiszę i opublikuję razem z nickiem i komentarzem pomysłodawcy. No, to do klawiatur moi drodzy!
Wasza Autorka! ;*
Mam informacje. Pierwsza jest taka, że niedługo wstawię one shot z dwoma innymi niż zazwyczaj pairingami. Jakimi? Niespodzianka. Fani B2ST i B.A.P powinni być w miarę szczęśliwi. :3
Druga z informacji jest taka, że niedługo może zacznę nowe opowiadanie. Nie jestem pewna. Mam już trochę napisane, ale nie wiem czy warto coś zaczynać nie kończąc jednego. -,-
Ostatnia wiadomość to właściwie propozycja. Napiszcie w komentarzu skrót fabuły one shota, którego chętnie byście przeczytali. ;) Ten, który uznam za najlepszy, napiszę i opublikuję razem z nickiem i komentarzem pomysłodawcy. No, to do klawiatur moi drodzy!
Wasza Autorka! ;*
poniedziałek, 31 marca 2014
II. 2Min/JongKey - "Przeznaczenia nie oszukasz" Part 12
Przepraszam, znów nie pochwaliłam się tempem pisania. Niestety, to jest moja najgorsza wada - dłuuuuugo piszę. >< Właściwie to nie pisałam cały czas tego jednego opowiadania. Jestem w trakcie pisania jeszcze pięciu innych. Nie moja wina, że mam tyle pomysłów na raz i czuję, że muszę je wszystkie wykorzystać jak najszybciej, bo zapomnę! Carpe Diem, no nie? ^^ Cieszcie oczy tym krótkim i badziewnym rozdziałem opowiadania, które z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu (aczkolwiek cieszę się niezmiernie :) ) się Wam spodobało. <3
****************************************************
Kolejny z rzędu, zwykły dzień w szkole szybko się skończył. Sytuacja zaczynała się powoli normować. Mama Taemin'a zamieszkała u rodziny za miastem, a ten dalej zajmował pokój u Minho. Teraz jednak nie przeszkadzało mu to tak bardzo. Mimo iż, czuł się jak okupant, nie miał nic przeciwko mieszkaniu ze swoim chłopakiem. Pan Choi często wyjeżdżał w interesach, więc nie musieli cały czas się ukrywać. Bardzo chętnie to wykorzystywali.
- Minho, wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez najbliższy miesiąc. Niech ten twój kolega zajmie się domem jak należy. - odparł pan Choi zakładając płaszcz.
- Tak jest tato. - mruknął w odpowiedzi chłopak po czym otworzył ojcu drzwi. Ten wyszedł bez najmniejszego gestu jaki mógłby świadczyć, że Minho naprawdę jest jego synem. Żadnego słowa pożegnania, nic.
Choi zamknął drzwi i oparł się o nie z zadowolonym uśmieszkiem. Nagle poczuł się wolny. Co ten Taemin mu zrobił? To pytanie w kółko zadawał sobie idąc na górę, gdzie siedział jego ukochany. Bez pukania wszedł do swojej sypialni, w której i tak Taemin spędzał większość czasu. Rudowłosy siedział z nosem w książkach i wkuwał jakiś materiał przed sprawdzianem. Minho zakradł się po cichu po czym usiadł za Lee na łóżku. Ten poczuł jak materac ugina się po czyimś ciężarem, a to wywołało na jego twarzy lekki uśmiech.
- Nareszcie wyjechał. - westchnął Minho całując młodszego w szyję. Ten zamruczał i oparł się plecami o klatkę piersiową partnera.
- Co będziemy robić?
- Hmm... Nie wiem. Jakieś propozycje? - Choi chuchnął delikatnie w ucho Taemin'a.
- Mam ochotę na lody. - odparł wesoło pytany. Minho zaśmiał się cicho.
- Lody, powiadasz? To da się zrobić nawet teraz...
- Lody do jedzenia, zboczeńcu!
- Przesadzasz z tym zboczeńcem, słoneczko... Chcesz karę? - to mówiąc brunet popchnął Taemin'a na poduszki. Ten jedynie uśmiechnął się zadowolony.
- To nasza relacja teraz tak wygląda? Nie wiedziałem, że lubisz zabawy sado-maso. - parsknął Lee, po czym złapał Minho za koszulkę, pociągnął w swoją stronę i z impetem wpił się w jego wargi. Choi równie namiętnie oddał pocałunek przyciskając swoje ciało jeszcze bliżej młodszego. Ten stęknął w usta ukochanego i zaczął niespokojnie wić się pod wpływem jego dotyku.
- Nie wierzę, staruszek Choi dopiero wyszedł, a wy już nie możecie utrzymać rąk przy sobie?
Chłopcy odskoczyli od siebie zaskoczeni. Osobą, która bezdusznie przerwała im w takim momencie był oczywiście Key.
- Kibum! Co ty robisz w moim domu?! - zdziwił się Minho.
- Drzwiami wszedłem. Otworzyłem wsuwką. - oznajmił beztrosko Kim siadając obok nich na łóżku. Zakochanych z szoku wyrwał dźwięk syreny policyjnej.
- Dom wariatów. - westchnął Onew wchodząc do pokoju.
- Onew?! Co wy tu kurwa robicie?! I kto wezwał policję?! - krzyknął wkurzony podwójnie Choi.
Tymczasem do salonu wbiegło dwóch uzbrojonych policjantów.
- Co tu się dzieje? - spytał pierwszy z nich, który schował pistolet widząc jedynie bandę dzieciaków.
- To ja się pytam, do cholery! Czy mój dom to miejsce publiczne, żeby tak sobie do niego wchodzić bez pytania?! - warknął Minho. Taemin tymczasem próbował go uspokoić gładząc go po plecach.
- Odebraliśmy zgłoszenie, że nastąpiło włamanie. - powiedział drugi z policjantów.
Taemin ledwo powstrzymywał śmiech co obu stróżów prawa wprawiło w konsternację.
- Cóż, do włamania doszło, ale nie ma żadnego niebezpieczeństwa. - oznajmił siląc się na poważny ton.
- Czyli... Zgłoszenie było fałszywe? - upewnił się pierwszy policjant.
- Pewnie pani z domu obok się przestraszyła i państwa wezwała.
- Czyli nic tu po nas. Kijung, idziemy. - westchnął drugi policjant wołając do siebie, zapewne młodszego, kolegę. Kiedy wyszli, Key zapytał:
- Jak myślicie, który z nich to seme, a który uke?
W całym pokoju nastała cisza, lecz myśli niektórych osobników były zbyt drastyczne do opisania. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Onew wyciągnął komórkę z kieszeni.
- Tak?... Yhym... Yhym... No... No... Nie... Dobra. - rozłączył się i westchnął ciężko.
- Co jest? - spytał Jak Zwykle Muszący Wszystko Wiedzieć Key.
- Lecę, mój ojciec wie coś na Ten Temat. - podkreślił dwa ostatnie słowa, żeby każdy wiedział o co chodzi. Używali tego skrótu od dawna. Łatwiej było mówić tak, niż wprost - śmierć. To słowo było w ich grupie jak tabu.
Po wyjściu Onew, reszta nie pisnęła nawet słówkiem. Sytuacja w jakiej zostawił ich Jinki była bardziej niż niezręczna. Pierwszy odezwał się Taemin.
- Idziemy na te lody, czy nie?
Jednak jego głos pozostał bez wyrazu.
. Uśmiech nie schodził z twarzy Taemin'a. W ręku trzymał loda bananowego. Key uśmiechnął się rozczulony.
- Moje dzieciątko...
Minho przewrócił oczami.
- To nie jest twoje dziecko diva, tylko mój chłopak.
- Nieważne! Ty się zamknij Żaboludzie! Jonghyun, który dołączył do nich przy lodziarni, objął Kibum'a i burknął do Choi:
- Nie kwestionuj zdania mojej divy. On zawsze ma rację i tyle.
Taemin czuł się przy nich jak w rodzinie Adamsów. Współczuł Minho, że wszyscy na niego siadają, ale miał teraz ważniejsze rzeczy do roboty - musiał zjeść ten smakowity słodycz, w którego posiadaniu się znalazł.
- Mam tylko nadzieję, że szybko znajdą twojego ojca. - westchnął Choi drapiąc się po karku. Taemin spochmurniał.
- Nie zastanawiaj się teraz nad tym! To nie czas i miejsce na to! Smęcisz! - burknął i uśmiechnął się po czym pocałował Minho w kącik ust - Kocham cię, marudo.
Onew wszedł do gabinetu ojca. W środku siedział wspomniany pan Lee wraz z innym policjantem.
- Czy Lee Taemin jest bezpieczny? - spytał mężczyzna wskazując synowi fotel. Ten oczywiście nie skorzystał.
- Taa, jest z nim Minho. - mruknął Jinki i zrobił krok w stronę ojca - Co jest?
Pan Lee uśmiechnął się zadowolony.
- Wiemy gdzie on jest. Znaleźliśmy go jak pałętał się po ulicy.
Onew wciągnął głośno powietrze. Znaleźli go!
- Gdzie? Kiedy?
- Niedaleko domu Choi, dwa dni temu widział go jakiś bezdomny.
- Przecież tam mieszka teraz Taemin! Jak on mógł się tak szybko zorientować gdzie go wysłaliśmy?
Mężczyzna westchnął.
- I tu właśnie zaczyna się sprawa bardziej komplikować...
- Macie przeciek? - odgadł Jinki.
- Mamy przeciek. To może być ktokolwiek. Nawet ktoś z twojego otoczenia. Dlatego masz zakaz informowania kogokolwiek o sprawie. Nie możesz rozmawiać nawet z przyjaciółmi!
- Czyli co?! Tae też nie może nic wiedzieć?! A Minho?! To ich też przecież dotyczy, do kurwy nędzy! - wrzasnął Onew uderzając pięścią w biurko. Pierwszy raz zdarzyło się, żeby aż tak się zdenerwował co nie uszło uwadze pana Lee. Mężczyzna był szczerze zaskoczony jego wybuchem.
- Spokojnie, synu. Nic im nie będzie. Mają zapewnioną całodobową ochronę. Gdziekolwiek nie pójdą, są z nimi policjanci.
Młody Lee prychnął.
- Czyli, że jak? Taeminnie ma żyć w niewiedzy co się dzieje za jego plecami, tak? Ma cały czas bać się wyjść gdziekolwiek z domu? Rozmawiałem z nim. Ten chłopak jest przerażony! Nie widać po nim nic. Cały czas chodzi radosny, bo nie chce nikogo martwić, ale i tak wszyscy widzimy jak trzęsą mu się ręce, drży ciało!
- Rozumiem twoje zdenerwowanie, ale... - jednak Jinki mu przerwał:
- Nie! Nie rozumiesz! Nie wiesz co to strach przed utratą bliskich!
Chłopak wyszedł trzaskając drzwiami.
Tej nocy Minho obudził się około drugiej. Z przerażeniem stwierdził, że nie ma obok niego Taemin'a, więc wyszedł go szukać. Znalazł go siedzącego na schodach, z plecami opartymi o barierkę. W ręku trzymał zdjęcie brata. Płakał.
- Minnie, w porządku?
I tak wiedział, że nie.
- Oczywiście. - mruknął Lee wycierając łzy o przegub. Jeszcze tego brakowało, żeby Minho widział jego strach.
- Kłamiesz.
Ech...
- Kłamię.
Choi usiadł obok niego i objął go ramieniem.
- Kocham cię. Wiesz o tym, prawda? - spytał całując go w skroń. Teraz takie gesty nie sprawiały mu takiego problemu jak kiedyś.
- Wiem. - wychrypiał młodszy.
- Zatem wiesz, że cokolwiek by się nie stało, nie pozwolę cię nawet tknąć, prawda? A ktokolwiek cię skrzywdzi pożałuje tego bardziej niż czegokolwiek innego.
Taemin nie odpowiedział, tylko ufnie wtulił się w tors bruneta.
- Co ty na to, żebym ściął włosy? - spytał.
Starał się zmienić temat. Typowe dla niego.
- Nie rób tego. - mruknął Choi uśmiechając się lekko - Chociaż... cokolwiek nie zrobisz, dla mnie i tak będziesz najpiękniejszy. - oznajmił i potargał chłopaka po głowie.
- Ej! - Taemin uderzył go w pierś - Miałeś mi pomóc, a nie się podlizywać! Uważaj, bo się poślizgniesz na tej wazelinie.
Choi wstał, podniósł rudowłosego i przerzucił go sobie przez ramię.
- Idziemy laleczko. Sypialnia i ciepłe łóżeczko za nami tęsknią...
Taemin zaśmiał się cicho. Mimo wszystko, był szczęśliwy.
****************************************************
Kolejny z rzędu, zwykły dzień w szkole szybko się skończył. Sytuacja zaczynała się powoli normować. Mama Taemin'a zamieszkała u rodziny za miastem, a ten dalej zajmował pokój u Minho. Teraz jednak nie przeszkadzało mu to tak bardzo. Mimo iż, czuł się jak okupant, nie miał nic przeciwko mieszkaniu ze swoim chłopakiem. Pan Choi często wyjeżdżał w interesach, więc nie musieli cały czas się ukrywać. Bardzo chętnie to wykorzystywali.
- Minho, wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez najbliższy miesiąc. Niech ten twój kolega zajmie się domem jak należy. - odparł pan Choi zakładając płaszcz.
- Tak jest tato. - mruknął w odpowiedzi chłopak po czym otworzył ojcu drzwi. Ten wyszedł bez najmniejszego gestu jaki mógłby świadczyć, że Minho naprawdę jest jego synem. Żadnego słowa pożegnania, nic.
Choi zamknął drzwi i oparł się o nie z zadowolonym uśmieszkiem. Nagle poczuł się wolny. Co ten Taemin mu zrobił? To pytanie w kółko zadawał sobie idąc na górę, gdzie siedział jego ukochany. Bez pukania wszedł do swojej sypialni, w której i tak Taemin spędzał większość czasu. Rudowłosy siedział z nosem w książkach i wkuwał jakiś materiał przed sprawdzianem. Minho zakradł się po cichu po czym usiadł za Lee na łóżku. Ten poczuł jak materac ugina się po czyimś ciężarem, a to wywołało na jego twarzy lekki uśmiech.
- Nareszcie wyjechał. - westchnął Minho całując młodszego w szyję. Ten zamruczał i oparł się plecami o klatkę piersiową partnera.
- Co będziemy robić?
- Hmm... Nie wiem. Jakieś propozycje? - Choi chuchnął delikatnie w ucho Taemin'a.
- Mam ochotę na lody. - odparł wesoło pytany. Minho zaśmiał się cicho.
- Lody, powiadasz? To da się zrobić nawet teraz...
- Lody do jedzenia, zboczeńcu!
- Przesadzasz z tym zboczeńcem, słoneczko... Chcesz karę? - to mówiąc brunet popchnął Taemin'a na poduszki. Ten jedynie uśmiechnął się zadowolony.
- To nasza relacja teraz tak wygląda? Nie wiedziałem, że lubisz zabawy sado-maso. - parsknął Lee, po czym złapał Minho za koszulkę, pociągnął w swoją stronę i z impetem wpił się w jego wargi. Choi równie namiętnie oddał pocałunek przyciskając swoje ciało jeszcze bliżej młodszego. Ten stęknął w usta ukochanego i zaczął niespokojnie wić się pod wpływem jego dotyku.
- Nie wierzę, staruszek Choi dopiero wyszedł, a wy już nie możecie utrzymać rąk przy sobie?
Chłopcy odskoczyli od siebie zaskoczeni. Osobą, która bezdusznie przerwała im w takim momencie był oczywiście Key.
- Kibum! Co ty robisz w moim domu?! - zdziwił się Minho.
- Drzwiami wszedłem. Otworzyłem wsuwką. - oznajmił beztrosko Kim siadając obok nich na łóżku. Zakochanych z szoku wyrwał dźwięk syreny policyjnej.
- Dom wariatów. - westchnął Onew wchodząc do pokoju.
- Onew?! Co wy tu kurwa robicie?! I kto wezwał policję?! - krzyknął wkurzony podwójnie Choi.
Tymczasem do salonu wbiegło dwóch uzbrojonych policjantów.
- Co tu się dzieje? - spytał pierwszy z nich, który schował pistolet widząc jedynie bandę dzieciaków.
- To ja się pytam, do cholery! Czy mój dom to miejsce publiczne, żeby tak sobie do niego wchodzić bez pytania?! - warknął Minho. Taemin tymczasem próbował go uspokoić gładząc go po plecach.
- Odebraliśmy zgłoszenie, że nastąpiło włamanie. - powiedział drugi z policjantów.
Taemin ledwo powstrzymywał śmiech co obu stróżów prawa wprawiło w konsternację.
- Cóż, do włamania doszło, ale nie ma żadnego niebezpieczeństwa. - oznajmił siląc się na poważny ton.
- Czyli... Zgłoszenie było fałszywe? - upewnił się pierwszy policjant.
- Pewnie pani z domu obok się przestraszyła i państwa wezwała.
- Czyli nic tu po nas. Kijung, idziemy. - westchnął drugi policjant wołając do siebie, zapewne młodszego, kolegę. Kiedy wyszli, Key zapytał:
- Jak myślicie, który z nich to seme, a który uke?
W całym pokoju nastała cisza, lecz myśli niektórych osobników były zbyt drastyczne do opisania. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Onew wyciągnął komórkę z kieszeni.
- Tak?... Yhym... Yhym... No... No... Nie... Dobra. - rozłączył się i westchnął ciężko.
- Co jest? - spytał Jak Zwykle Muszący Wszystko Wiedzieć Key.
- Lecę, mój ojciec wie coś na Ten Temat. - podkreślił dwa ostatnie słowa, żeby każdy wiedział o co chodzi. Używali tego skrótu od dawna. Łatwiej było mówić tak, niż wprost - śmierć. To słowo było w ich grupie jak tabu.
Po wyjściu Onew, reszta nie pisnęła nawet słówkiem. Sytuacja w jakiej zostawił ich Jinki była bardziej niż niezręczna. Pierwszy odezwał się Taemin.
- Idziemy na te lody, czy nie?
Jednak jego głos pozostał bez wyrazu.
. Uśmiech nie schodził z twarzy Taemin'a. W ręku trzymał loda bananowego. Key uśmiechnął się rozczulony.
- Moje dzieciątko...
Minho przewrócił oczami.
- To nie jest twoje dziecko diva, tylko mój chłopak.
- Nieważne! Ty się zamknij Żaboludzie! Jonghyun, który dołączył do nich przy lodziarni, objął Kibum'a i burknął do Choi:
- Nie kwestionuj zdania mojej divy. On zawsze ma rację i tyle.
Taemin czuł się przy nich jak w rodzinie Adamsów. Współczuł Minho, że wszyscy na niego siadają, ale miał teraz ważniejsze rzeczy do roboty - musiał zjeść ten smakowity słodycz, w którego posiadaniu się znalazł.
- Mam tylko nadzieję, że szybko znajdą twojego ojca. - westchnął Choi drapiąc się po karku. Taemin spochmurniał.
- Nie zastanawiaj się teraz nad tym! To nie czas i miejsce na to! Smęcisz! - burknął i uśmiechnął się po czym pocałował Minho w kącik ust - Kocham cię, marudo.
Onew wszedł do gabinetu ojca. W środku siedział wspomniany pan Lee wraz z innym policjantem.
- Czy Lee Taemin jest bezpieczny? - spytał mężczyzna wskazując synowi fotel. Ten oczywiście nie skorzystał.
- Taa, jest z nim Minho. - mruknął Jinki i zrobił krok w stronę ojca - Co jest?
Pan Lee uśmiechnął się zadowolony.
- Wiemy gdzie on jest. Znaleźliśmy go jak pałętał się po ulicy.
Onew wciągnął głośno powietrze. Znaleźli go!
- Gdzie? Kiedy?
- Niedaleko domu Choi, dwa dni temu widział go jakiś bezdomny.
- Przecież tam mieszka teraz Taemin! Jak on mógł się tak szybko zorientować gdzie go wysłaliśmy?
Mężczyzna westchnął.
- I tu właśnie zaczyna się sprawa bardziej komplikować...
- Macie przeciek? - odgadł Jinki.
- Mamy przeciek. To może być ktokolwiek. Nawet ktoś z twojego otoczenia. Dlatego masz zakaz informowania kogokolwiek o sprawie. Nie możesz rozmawiać nawet z przyjaciółmi!
- Czyli co?! Tae też nie może nic wiedzieć?! A Minho?! To ich też przecież dotyczy, do kurwy nędzy! - wrzasnął Onew uderzając pięścią w biurko. Pierwszy raz zdarzyło się, żeby aż tak się zdenerwował co nie uszło uwadze pana Lee. Mężczyzna był szczerze zaskoczony jego wybuchem.
- Spokojnie, synu. Nic im nie będzie. Mają zapewnioną całodobową ochronę. Gdziekolwiek nie pójdą, są z nimi policjanci.
Młody Lee prychnął.
- Czyli, że jak? Taeminnie ma żyć w niewiedzy co się dzieje za jego plecami, tak? Ma cały czas bać się wyjść gdziekolwiek z domu? Rozmawiałem z nim. Ten chłopak jest przerażony! Nie widać po nim nic. Cały czas chodzi radosny, bo nie chce nikogo martwić, ale i tak wszyscy widzimy jak trzęsą mu się ręce, drży ciało!
- Rozumiem twoje zdenerwowanie, ale... - jednak Jinki mu przerwał:
- Nie! Nie rozumiesz! Nie wiesz co to strach przed utratą bliskich!
Chłopak wyszedł trzaskając drzwiami.
Tej nocy Minho obudził się około drugiej. Z przerażeniem stwierdził, że nie ma obok niego Taemin'a, więc wyszedł go szukać. Znalazł go siedzącego na schodach, z plecami opartymi o barierkę. W ręku trzymał zdjęcie brata. Płakał.
- Minnie, w porządku?
I tak wiedział, że nie.
- Oczywiście. - mruknął Lee wycierając łzy o przegub. Jeszcze tego brakowało, żeby Minho widział jego strach.
- Kłamiesz.
Ech...
- Kłamię.
Choi usiadł obok niego i objął go ramieniem.
- Kocham cię. Wiesz o tym, prawda? - spytał całując go w skroń. Teraz takie gesty nie sprawiały mu takiego problemu jak kiedyś.
- Wiem. - wychrypiał młodszy.
- Zatem wiesz, że cokolwiek by się nie stało, nie pozwolę cię nawet tknąć, prawda? A ktokolwiek cię skrzywdzi pożałuje tego bardziej niż czegokolwiek innego.
Taemin nie odpowiedział, tylko ufnie wtulił się w tors bruneta.
- Co ty na to, żebym ściął włosy? - spytał.
Starał się zmienić temat. Typowe dla niego.
- Nie rób tego. - mruknął Choi uśmiechając się lekko - Chociaż... cokolwiek nie zrobisz, dla mnie i tak będziesz najpiękniejszy. - oznajmił i potargał chłopaka po głowie.
- Ej! - Taemin uderzył go w pierś - Miałeś mi pomóc, a nie się podlizywać! Uważaj, bo się poślizgniesz na tej wazelinie.
Choi wstał, podniósł rudowłosego i przerzucił go sobie przez ramię.
- Idziemy laleczko. Sypialnia i ciepłe łóżeczko za nami tęsknią...
Taemin zaśmiał się cicho. Mimo wszystko, był szczęśliwy.
piątek, 28 marca 2014
PRZECZYTAĆ KURRRR... DĘ!
Tak więc! Zostałam poinstruowana przez Zero (zresztą dziękuję za szczery komentarz), żeby zamiast takiego krótkiego rozdziału jak poprzedni, napisać notkę informacyjną. No! To tak...
Po pierwsze, nie zapomniałam o Was! Ja po prostu ostatnio nie mam czasu, bo nadrabiam pół roku nieobecności w szkole. Ciężko mi, ale dzielnie zebrałam się na napisanie tego... czegoś. Docenić mi to proszę! XD
Po drugie, już powoli pisze się kolejna seria z, uwaga, uwaga!... 2Min! Kto się spodziewał, nie? Jeśli chcecie jakiś jeszcze inny paring to niedługo powinna się pojawić ankieta. ^^"
To chyba tyle. Kocham Was, pamiętajcie! ^w^
Po pierwsze, nie zapomniałam o Was! Ja po prostu ostatnio nie mam czasu, bo nadrabiam pół roku nieobecności w szkole. Ciężko mi, ale dzielnie zebrałam się na napisanie tego... czegoś. Docenić mi to proszę! XD
Po drugie, już powoli pisze się kolejna seria z, uwaga, uwaga!... 2Min! Kto się spodziewał, nie? Jeśli chcecie jakiś jeszcze inny paring to niedługo powinna się pojawić ankieta. ^^"
To chyba tyle. Kocham Was, pamiętajcie! ^w^
piątek, 14 lutego 2014
II. 2Min/JongKey - "Przeznaczenia nie oszukasz" Rozdział 11
Kto się cieszy? ^^ Ja się cieszę! Wreszcie napisałam ten cholerny rozdział! A cholerny dlatego, że zajął mi więcej czasu niż myślałam. Ciągle się usuwał i chyba osiem razy pisałam go od nowa. Ale w końcu się udało. Blogger chyba mnie nie kocha. T~T Idę się wypłakać, a Was zapraszam na nowy rozdział! Oznajmiam również wszem i wobec, że biorę się za kolejne opowiadania. Będą to 2Min/JongKey, które tak kochacie i może jeszcze jakieś inne. Może BangLo? Navi? Dooseob? Taoris? HunHan? Baekyeol? Kaisoo? JongKi? Wyraźcie swoją opinię! Zaproponujcie mi coś co może chcielibyście przeczytać! Cokolwiek. ;)
PS. PRZEPRASZAM, ŻE TAKI KRÓTKI! </3 KOMENTUJCIE PROSZĘ!!!!!!
********************************************************
Tym razem obudził się później niż zwykle. Powodem tego było przyjemne ciepło płynące z ciała leżącego obok. Uśmiechnął się pod nosem spoglądając na chłopaka. Jego delikatna twarz wyrażała spokój. Minho pogłaskał dłonią jego policzek. Młodszy zmarszczył uroczo nos i mruknął coś pod nosem. Choi nie miał serca go budzić.
- Co się ze mną dzieje? - spytał, wiedząc, że nikt mu nie odpowie.
- Rozmawiasz sam ze sobą? - Taemin parsknął śmiechem widząc zdezorientowany wyraz twarzy bruneta - Śmiesznie wyglądasz.
Minho prychnął.
- Wyglądam "śmiesznie"? Mam się obrazić?
Lee przewrócił oczami.
- No dobra... - przymknął powieki i przez chwilę przyglądał się starszemu - W takim razie zmieniam zdanie. Wyglądasz zabawnie.
Choi westchnął.
- Ty za to wyglądasz ślicznie i uroczo. - wymruczał pochylając się nad rudowłosym i pocałował go namiętnie. Następnie wstał z łóżka i przeciągnął się - Zjemy coś? Ojca nie będzie przez cały tydzień, a matka ma wrócić dopiero jutro, więc dzisiaj mamy cały dzień dla siebie.
Taemin ziewnął udając, że nie słyszał wcale jak Minho go określił.
- Chciałbym spotkać się z Key i Jonghyun'em. No i Onew. Poza tym, myślę, że musimy poważnie porozmawiać, hyung. - odparł schodząc z łóżka.
Minho nie odpowiedział. Wiedział, że to będzie dla nich długi dzień.
Key leżał na łóżku przytulając do siebie Jonghyun'a i bawiąc się jego koszulką.
- Bummie, spokojnie. Jak Taemin będzie chciał porozmawiać to zadzwoni. On i Minho nie są już przecież dziećmi!
- Łatwo ci mówić! A jeśli Żabol coś zrobił Taemin'owi?! - żachnął się Kibum uderzając starszego pięścią w brzuch.
- Key, do jasnej cholery, przestań mnie bić! Zrozum, że...
Nagle zadzwonił telefon Jonghyun'a. Ten odebrał go z głośnym westchnięciem.
- Słucham?
- Jest u ciebie Key? - po drugiej stronie odezwał się głos Minho.
- Taa... właśnie mnie tłucze i rozciąga ulubioną koszulkę, a co?
- Taemin chciał się spotkać w piątkę. Bądźcie u mnie za pół godziny.
Jonghyun westchnął.
- Okej, przekażę mu. Będziemy.
Rozłączył się i spojrzał na ukochanego.
- Kto to był? - spytał Kibum przegryzając wargę.
- Minho. Taemin chce się spotkać. - odpowiedział uśmiechając się lekko. Reakcja młodszego była taka jakiej się spodziewał. Key zerwał się z łóżka i zaczął poprawiać bluzkę.
- No to na co czekamy?! Będziemy tutaj leżeć jak takie osły, czy idziemy do mojego Taeminnie'ego?
Starszy Kim zaśmiał się gorzko. On czasem chyba zapomina kto jest jego chłopakiem... - pomyślał zirytowany, ale bez słowa ruszył za chłopakiem do wyjścia.
Dokładnie czterdzieści minut później wszyscy siedzieli już w pokoju Minho. Oczywiście Kibum nie mógł się powstrzymać przed wyściskaniem i wymiętoszeniem Taemin'a. Jonghyun siłą musiał go od niego odciągać. Onew tylko mruknął coś o "bandzie zdziecinniałych kretynów", a Minho pokręcił zrezygnowany głową. Czyli dzień jak co dzień.
- Taeminnie, powiedz, czemu chciałeś się spotkać? - spytał Key, kiedy przeszedł mu "foch" na starszego Kim'a.
- No bo widzicie... Chciałem podziękować. - odparł Taemin uśmiechając się lekko - Za wszystko. Wspieraliście mnie przez cały ten czas. Właściwie to dalej mnie wspieracie. Dziękuję. Naprawdę wam dziękuję. Gdyby nie wy...
- Nie myśl o tym, Minnie. - mruknął Minho obejmując go ramieniem. Chłopak ufnie położył mu głowę na ramieniu. W tym momencie twarze wszystkich dookoła wyrażały tak zwany, pospolity "WTF?!". Pierwszy otrząsnął się zachwycony Kibum.
- Wiedziałem! Wiedziałem, że jednak to się tak skończy! A nie mówiłem?! Mówiłem! Ha! Jestem prorokiem! Ja po prostu wiedziałem! Wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem! WIEDZIAŁEM! - krzyczał skacząc po pokoju i rzucił się na obydwu chłopaków.
- Key- umma! Dusisz! - stęknął Lee nie mogąc złapać powietrza. Kim odskoczył i rzucił im przepraszające spojrzenie. W tym czasie Jonghyun i Onew zdążyli już oswoić się z informacją, że Taemin i Minho są teraz parą.
- Kiedy wy...? - zaczął starszy Kim, ale nie dokończył. Nie był w stanie.
- Wczoraj wieczorem. - odparł Choi całując rudowłosego w skroń.
Nastała chwila ciszy. Po chwili wszyscy zaczęli się śmiać i klaskać.
- Nareszcie! Stary, ile można było czekać, co? - zaśmiał się Onew klepiąc Minho po ramieniu - Gratulacje, chłopaki!
- Właśnie, gratulacje! - poparł Jinki'ego Jonghyun.
- A mnie nikt nie pogratuluje? - żachnął się Taemin.
- Ja ci gratuluję! - zadeklarował Kibum kiwając trochę zbyt gorliwie głową - Obudzić uczucia w tym człowieku naprawdę jest ciężko.
Wszyscy zaśmiali się zgodnie. Key miał rację. Teraz ich życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni.
Podstarzały mężczyzna zataczał się idąc ulicą. Wyglądał na jakieś czterdzieści parę lat. Był dość umięśniony, a jego twarz przypominała kalafior. Widać było, że jest już porządnie podpity. W ręku trzymał butelkę wódki.
- Mały sukinsyn... zabiję... wszystkich zabiję...
PS. PRZEPRASZAM, ŻE TAKI KRÓTKI! </3 KOMENTUJCIE PROSZĘ!!!!!!
********************************************************
Tym razem obudził się później niż zwykle. Powodem tego było przyjemne ciepło płynące z ciała leżącego obok. Uśmiechnął się pod nosem spoglądając na chłopaka. Jego delikatna twarz wyrażała spokój. Minho pogłaskał dłonią jego policzek. Młodszy zmarszczył uroczo nos i mruknął coś pod nosem. Choi nie miał serca go budzić.
- Co się ze mną dzieje? - spytał, wiedząc, że nikt mu nie odpowie.
- Rozmawiasz sam ze sobą? - Taemin parsknął śmiechem widząc zdezorientowany wyraz twarzy bruneta - Śmiesznie wyglądasz.
Minho prychnął.
- Wyglądam "śmiesznie"? Mam się obrazić?
Lee przewrócił oczami.
- No dobra... - przymknął powieki i przez chwilę przyglądał się starszemu - W takim razie zmieniam zdanie. Wyglądasz zabawnie.
Choi westchnął.
- Ty za to wyglądasz ślicznie i uroczo. - wymruczał pochylając się nad rudowłosym i pocałował go namiętnie. Następnie wstał z łóżka i przeciągnął się - Zjemy coś? Ojca nie będzie przez cały tydzień, a matka ma wrócić dopiero jutro, więc dzisiaj mamy cały dzień dla siebie.
Taemin ziewnął udając, że nie słyszał wcale jak Minho go określił.
- Chciałbym spotkać się z Key i Jonghyun'em. No i Onew. Poza tym, myślę, że musimy poważnie porozmawiać, hyung. - odparł schodząc z łóżka.
Minho nie odpowiedział. Wiedział, że to będzie dla nich długi dzień.
Key leżał na łóżku przytulając do siebie Jonghyun'a i bawiąc się jego koszulką.
- Bummie, spokojnie. Jak Taemin będzie chciał porozmawiać to zadzwoni. On i Minho nie są już przecież dziećmi!
- Łatwo ci mówić! A jeśli Żabol coś zrobił Taemin'owi?! - żachnął się Kibum uderzając starszego pięścią w brzuch.
- Key, do jasnej cholery, przestań mnie bić! Zrozum, że...
Nagle zadzwonił telefon Jonghyun'a. Ten odebrał go z głośnym westchnięciem.
- Słucham?
- Jest u ciebie Key? - po drugiej stronie odezwał się głos Minho.
- Taa... właśnie mnie tłucze i rozciąga ulubioną koszulkę, a co?
- Taemin chciał się spotkać w piątkę. Bądźcie u mnie za pół godziny.
Jonghyun westchnął.
- Okej, przekażę mu. Będziemy.
Rozłączył się i spojrzał na ukochanego.
- Kto to był? - spytał Kibum przegryzając wargę.
- Minho. Taemin chce się spotkać. - odpowiedział uśmiechając się lekko. Reakcja młodszego była taka jakiej się spodziewał. Key zerwał się z łóżka i zaczął poprawiać bluzkę.
- No to na co czekamy?! Będziemy tutaj leżeć jak takie osły, czy idziemy do mojego Taeminnie'ego?
Starszy Kim zaśmiał się gorzko. On czasem chyba zapomina kto jest jego chłopakiem... - pomyślał zirytowany, ale bez słowa ruszył za chłopakiem do wyjścia.
Dokładnie czterdzieści minut później wszyscy siedzieli już w pokoju Minho. Oczywiście Kibum nie mógł się powstrzymać przed wyściskaniem i wymiętoszeniem Taemin'a. Jonghyun siłą musiał go od niego odciągać. Onew tylko mruknął coś o "bandzie zdziecinniałych kretynów", a Minho pokręcił zrezygnowany głową. Czyli dzień jak co dzień.
- Taeminnie, powiedz, czemu chciałeś się spotkać? - spytał Key, kiedy przeszedł mu "foch" na starszego Kim'a.
- No bo widzicie... Chciałem podziękować. - odparł Taemin uśmiechając się lekko - Za wszystko. Wspieraliście mnie przez cały ten czas. Właściwie to dalej mnie wspieracie. Dziękuję. Naprawdę wam dziękuję. Gdyby nie wy...
- Nie myśl o tym, Minnie. - mruknął Minho obejmując go ramieniem. Chłopak ufnie położył mu głowę na ramieniu. W tym momencie twarze wszystkich dookoła wyrażały tak zwany, pospolity "WTF?!". Pierwszy otrząsnął się zachwycony Kibum.
- Wiedziałem! Wiedziałem, że jednak to się tak skończy! A nie mówiłem?! Mówiłem! Ha! Jestem prorokiem! Ja po prostu wiedziałem! Wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem! WIEDZIAŁEM! - krzyczał skacząc po pokoju i rzucił się na obydwu chłopaków.
- Key- umma! Dusisz! - stęknął Lee nie mogąc złapać powietrza. Kim odskoczył i rzucił im przepraszające spojrzenie. W tym czasie Jonghyun i Onew zdążyli już oswoić się z informacją, że Taemin i Minho są teraz parą.
- Kiedy wy...? - zaczął starszy Kim, ale nie dokończył. Nie był w stanie.
- Wczoraj wieczorem. - odparł Choi całując rudowłosego w skroń.
Nastała chwila ciszy. Po chwili wszyscy zaczęli się śmiać i klaskać.
- Nareszcie! Stary, ile można było czekać, co? - zaśmiał się Onew klepiąc Minho po ramieniu - Gratulacje, chłopaki!
- Właśnie, gratulacje! - poparł Jinki'ego Jonghyun.
- A mnie nikt nie pogratuluje? - żachnął się Taemin.
- Ja ci gratuluję! - zadeklarował Kibum kiwając trochę zbyt gorliwie głową - Obudzić uczucia w tym człowieku naprawdę jest ciężko.
Wszyscy zaśmiali się zgodnie. Key miał rację. Teraz ich życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni.
Podstarzały mężczyzna zataczał się idąc ulicą. Wyglądał na jakieś czterdzieści parę lat. Był dość umięśniony, a jego twarz przypominała kalafior. Widać było, że jest już porządnie podpity. W ręku trzymał butelkę wódki.
- Mały sukinsyn... zabiję... wszystkich zabiję...
piątek, 3 stycznia 2014
II. 2Min/JongKey - "Przeznaczenia nie oszukasz" Part 10 + SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! :3
Witam wszystkich po przerwie świątecznej! Obiecałam sobie, że na święta albo Sylwestra wstawię coś klimatycznego, ale... zawiodłam. -,- Cóż, Wena chyba się na mnie obraziła, bo od dawna jej nie widziałam. No, ale! Wszystkim Wam, życzę, żeby ten rok był jak najlepszy! Niech spełnią się Wasze marzenia i pragnienia oraz, żebyście wytrwali w swoich postanowieniach noworocznych! Jesteście dla mnie najwspanialszą rodziną i nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie się Wam za to odwdzięczyć. Kocham Was! Oby w tym roku było tak dobrze jak teraz lub lepiej! *ociera łezkę wzruszenia* Zapraszam na nowy rozdział!
*********************************************************************
Taemin kompletnie nie pojmował zachowania Minho. Ten nie rozmawiał z nim od kilku dni i unikał jak ognia. Czyżby z powodu tego co powiedział? Przecież to były tylko jakieś pijackie brednie! - pomyślał chłopak kierując się do pokoju starszego. Jego ojciec kazał mu przynieść jakieś papiery do przejrzenia. Lee nawet nie ciekawiło co jest w teczce. Nigdy nie należał do ciekawskich osób i starał się w miarę nie wtrącać w czyjeś sprawy. Oczywiście w przeciwieństwie do Key, który dzwonił kilka razy dziennie i wypytywał jak idzie mu z Minho. Za każdym razem Tae odpowiadał tak samo - "nijak".
Zapukał do drzwi. Usłyszał ciche "proszę" i wszedł do środka. Po całym pokoju roznosił się duszący zapach alkoholu, a na podłodze walały butelki po piwie i wódce. Choi siedział oparty o łóżko drapiąc scyzorykiem podłogę.
- Hyung, odłóż to. Skaleczysz się. - zagadał do niego Taemin podchodząc bliżej i zamykając drzwi. Od razu po tym dostał ataku kaszlu z powodu duchoty. Minho oczywiście nie odpowiedział tylko jeszcze raz upił łyk piwa. Młodszy podszedł do okna i otworzył je na oścież wpuszczając odrobinę świeżego powietrza. Od razu do środka wpadł promień światła jakby ciesząc się, że wreszcie pokonał ciemne rolety. Brunet zmrużył oczy przyzwyczajone już do panującego poprzednio mroku.
- Hyung, duszno tutaj. Udusić się można. - rudowłosy ponowił próbę nawiązania rozmowy. Jak zwykle bezskutecznie. - Hyung, proszę. Porozmawiaj ze mną. Siedzisz tu od kilku dni, nie jesz, nie wychodzisz, wciąż jesteś w tych samych ubraniach co kilka dni temu i wciąż tylko pijesz. Samym alkoholem nie da się żyć. Wykończysz się w końcu.
Tym razem Choi zareagował. Powoli i chwiejnie podniósł się z podłogi i nieprzytomnym wzrokiem omiotał sylwetkę Taemin'a.
- Zamknij to okno. - warknął ozięble.
- Nie. Musisz mieć dopływ świeżego powietrza. Nie obchodzi mnie co o tym myślisz. Nie jesteś trzeźwy. Nie myślisz trzeźwo. Tak jak wczoraj, kiedy...
- Nie wspominaj o tym! Głupie, pijackie paplanie...
Lee postanowił w końcu zapytać:
- Dlaczego wtedy wyszedłeś?
Zauważył, że starszy spiął mięśnie idealnie widoczne spod ciemnej koszulki.
- Musiałem odetchnąć. Zauważyłem, że zaczynam gadać głupoty.
Taemin miał nadzieję usłyszeć coś innego.
- Rozumiem. Jednak to nie powód, żeby się znów zapić, hyung.
Minho podszedł do niego wyraźnie zły.
- A co? Martwisz się o mnie? Ty się lepiej zajmij swoimi sprawami, a nie wpieprzasz się w moje życie! Chyba masz teraz gorsze problemy, nie? Twój brat nie żyje, ojciec cię szuka, a matka ledwo przeżyła! Więc przestań udawać, że ci zależy na moim szczęściu, bo doskonale wiem, że mnie nienawidzisz! Za wszystko! Za to co zrobiłem w zaułku, za przymusowe zatrudnienie cię jako służącego, za to jak cię traktowałem! I choćbym nie wiem co zrobił, ty i tak będziesz mnie nienawidzić! Mylę się?!
Lee nie mógł się ruszyć. Stał wpatrując się tępo w twarz chłopaka przed sobą. Kiedy wreszcie dał radę coś z siebie wykrzesać oznajmił chłodno:
- Twój ojciec kazał ci przekazać te dokumenty.
I wyszedł z pokoju zostawiając niemalże już trzeźwego, osłupiałego Minho samego.
Jonghyun rozumiał wszystko. Key lubił Taemin'a i zależało mu na jego szczęściu. Tylko, dlaczego tak bardzo wtrącał się w jego życie? Przecież Lee nie był już małym dzieckiem, które trzeba prowadzić za rączkę! Jednak najwidoczniej młodszy z Kim'ów tego nie rozumiał.
- Jonghie... - zaczął Kibum szturchając chłopaka lekko w ramię.
- Słucham cię.
Blondyn westchnął. Starszy zaczynał czuć, że musi chodzić o coś poważnego, skoro jego chłopak tak się wahał. Chciał z nim zerwać? Już? Przecież dopiero niedawno się zeszli. Znał stereotypy o tym, że gejowskie związki trwają krótko, ale żeby aż tak?! A poza tym, myślał, że on i Key są typem pary zakochanej w sobie bez granic i w ogóle... Przełknął cicho ślinę w oczekiwaniu na najgorsze. Wtedy Kibum postanowił w końcu wydusić z siebie to co chciał powiedzieć:
- Myślisz, że powinienem się przefarbować?
Jonghyun uderzył się otwartą dłonią w czoło. W tym momencie bardziej się bał, że ich związek zakończy się pogrzebem młodszego z nich.
- Musisz mnie tak straszyć?! Czułem jakbyś miał zaraz powiedzieć "z nami koniec", czy coś! Tobie już do reszty odbiło! - warknął, kręcąc głową z dezaprobatą.
- No, ale to jest ważne! - jęknął Key trzęsąc ramieniem swojego chłopaka.
- Ważne jest teraz wyłącznie to, czy Minho z Taemin'em się nie pozabijali. - westchnął starszy Kim obejmując Kibum'a ramieniem. Ten od razu posmutniał.
- Boję się o Taeminnie'ego. To co zrobił jego ojciec... nie rozumiem. Taemin nawet nie wie jak on wygląda, a ten nagle pojawia się w jego życiu i odbiera mu brata. Nie wyobrażam sobie, czy potrafiłbym przetrwać coś takiego.
- Jesteś silny, Bummie. - oznajmił Jonghyun przytulając młodszego do swojej piersi - Taemin też. Jestem dumny tak z niego jak i z ciebie. Wspierasz go jak możesz i tylko to się liczy. Więcej niestety nie możemy zrobić. Musimy cierpliwie czekać, aż wszystko się uspokoi.
Kibum uderzył go pięścią w pierś.
- Kiedy ja nie chcę czekać! Najchętniej zatłukłbym dziada tu i teraz! - burknął blondyn.
Starszy nic już nie powiedział tylko dalej gładził chłopaka po plecach. Nie mogli nic zrobić.
Jinki wszedł bez pukania do gabinetu ojca. Zdenerwowała go przed chwilą podsłuchana rozmowa zza drzwi.
- Nie wierzę! Nie mogliście go po prostu zgubić! - krzyknął uderzając pięścią w biurko.
- Uspokój się! - zganił go ojciec - Usiądź i powiedz skąd to wiesz.
Onew dalej stał.
- Słyszałem jak rozmawiałeś przez telefon.
- Podsłuchiwałeś?
- Po prostu głośno gadasz.
Pan Lee zamknął teczkę, która przed nim leżała i westchnął przeciągle.
- Zapadł się pod ziemię. Ten facet jest jak cień! Moi ludzie już go mieli, ale nagle wbiegł w ślepy zaułek i zniknął! Szukali wszędzie, ale nie mogli go znaleźć. Wysłaliśmy za nim list gończy, ale nie wiem czy to pomoże.
- Jak to nie wiesz?! To jest twoja praca, do cholery! Powinniście skupić się na poszukiwaniach, a nie obijać się i czytać jakieś pieprzone dokumenty!
Tym razem ojciec Jinki'ego nie wytrzymał.
- No właśnie! To moja praca, więc przestań mnie pouczać! Od kiedy się taki stałeś, Jinki?! To wszystko wina tego Choi! Zepsuł cię gorzej niż matka!
- NIE MIESZAJ JEJ DO TEGO! - wrzasnął Onew. Mężczyźni przez chwilę dyszeli patrząc na siebie złowrogo. Między nimi od dawna było źle. Pan Lee nie interesował się niczym prócz pracy, więc jego żona odeszła razem z synem i zamieszkała w domu rodziców. Jinki tylko czasem odwiedzał ojca. I zwykle ich spotkania nie kończyły się dobrze.
- Wyjdź. - wycedził pan Lee - Wynoś się!
Onew podszedł do drzwi. Jednak zanim wyszedł zakpił:
- A od kiedy TY się taki stałeś, tatuśku?
Taemin przewracał się z boku n bok. Nie mógł zasnąć, bo wciąż myślał o sytuacji jego i Minho. Już prawie się dogadywali, wtedy w szpitalu, ale wszystko oczywiście musiało się spieprzyć. Inaczej przecież to nie mogłoby być jego życie. Nic w nim nie toczyło się tak jak powinno. Ojciec, śmierć brata, to jaka jego matka musi być teraz samotna - wszystko sprawiało, że chłopak przynajmniej wiedział, iż nie śpi, nie leży znów w śpiączce.
. Zewsząd słychać było tylko powolne pikanie. Był świadom wszystkiego co dzieje się wokoło niego, ale nie mógł nic zrobić. Ruszyć ręką, powiedzieć czegoś, otworzyć oczu. Nic. Był bezradny i skazany na wszelkie decyzje lekarzy oraz matki.
- On długo nie pociągnie, pani Lee. Musimy zrobić ten przeszczep inaczej umrze w przeciągu paru miesięcy.
- Już mówiłam, że nie stać nas na to. Ledwo wiążemy koniec z końcem. To by nas wszystkich zabiło.
Znał ten głos. Należał do jego matki.
- Mamo, lekarz ma rację! On naprawdę nie przeżyje bez nowego serca! Zrozum w końcu, że to nie było zwykłe omdlenie. On ma niewydolność serca. Umrze jeśli nie załatwimy operacji. - do rozmowy wtrącił się brat Taemin'a. Młodszy Lee chciał im powiedzieć, że nie chce ich narażać, kiedy odezwał się jakiś kobiecy głos:
- Ja zapłacę.
Wspomnienie było już stare, ale wciąż bolesne. Kim była ta kobieta? I dlaczego miał wrażenie, że niedługo pozna odpowiedź na to pytanie?
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Taemin powiedział ciche "proszę", a gość wszedł do środka. Był to Minho.
- Czego chcesz? - mruknął Lee dając tym znak, że nie bardzo chce rozmawiać.
- Porozmawiać. - odparł Choi opierając się o framugę drzwi.
Rudowłosy westchnął.
- Siadaj.
Starszy usiadł obok niego na łóżku i wbił wzrok w dłonie Taemin'a. Były pokaleczone.
- Co ci się stało? - spytał Minho przenosząc wzrok na twarz chłopaka.
- Upuściłem talerze, kiedy zmywałem w kuchni. - odpowiedział Taemin.
- Nie musisz już więcej zmywać. Wiesz o tym, prawda?
Lee nic nie powiedział. Choi westchnął i nie do końca panując nad swoim ciałem, przytulił do siebie młodszego.
- C-co ty...
- Cicho bądź przez chwilę. To i tak nie jest w moim stylu, żeby kogoś przytulać. A to co powiem za chwilę, będzie jeszcze dziwniejsze, więc słuchaj mnie uważnie, bo więcej razy nie powtórzę. - w tym momencie wziął głęboki oddech - Przepraszam. Za dzisiaj, za wczoraj i za wszystko co dotychczas zrobiłem. I oczywiście za to co teraz zrobię.
Taemin nie zdążył nic powiedzieć zanim poczuł ciepłe wargi Minho na swoich. W pierwszej chwili zastygł z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, ale po chwili zaczął delikatnie oddawać pocałunek. Nie był gwałtowny, ani jakoś specjalnie namiętny. Po prostu ciepły, a jednocześnie taki... desperacki. Choi nie odrywając ust od Taemin'a przeniósł ich do pozycji leżącej. W momencie, w którym młodszy odwzajemnił jego gest, poczuł się bardziej ośmielony i całkowicie przestał panować nad swoim ciałem. Liczyło się tylko to, aby znaleźć się jak najbliżej Lee. Nie chciał już nigdy wypuszczać go ze swoich objęć. Co doprowadziło go do tego stanu? Delikatne, kuszące ciało Taemin'a? Jego smutek? Desperacja z jaką wtulił się w jego klatkę piersiową? Czy może poczucie winy i irracjonalna myśl, że każde nieszczęście jakie go spotkało to jego sprawka? Chyba wszystko na raz. Jednak Minho nie miał czasu rozmyślać nad powodem jego nagłych uczuć do chłopaka. Miał ważniejsze rzeczy do roboty. Aktualnie leżały one pod nim wijąc się i ocierając o niego. Po chwili obaj chłopcy oderwali się od siebie próbując unormować przyspieszony oddech.
- Tylko mi tu nie padnij na zawał. - wychrypiał cicho Minho swoim niskim głosem. Taemin, speszony odwrócił wzrok.
- Każesz mi być cicho, a sam się ze mnie naśmiewasz. - burknął krzyżując ręce na piersi.
- Ja ci po prostu pokazuję kto rządzi w tym związku, cholero mała.
- Związku? - zdziwił się młodszy ignorując to, że Minho nazwał go "małym". Wcale nie był taki niski! Chyba...
- Jeśli nie chcesz to sobie idę...
Taemin szybko złapał go za łokieć.
- Podoba, podoba! Przynajmniej teraz mi ciepło, więc nie schodź.
Choi zaśmiał się cicho i przytulił do siebie chłopaka.
- Wyzyskiwacz. - mruknął i po chwili obaj zasnęli wtuleni w siebie. Taemin po raz pierwszy w życiu poczuł, że jego życie zaczyna się układać.
*********************************************************************
Taemin kompletnie nie pojmował zachowania Minho. Ten nie rozmawiał z nim od kilku dni i unikał jak ognia. Czyżby z powodu tego co powiedział? Przecież to były tylko jakieś pijackie brednie! - pomyślał chłopak kierując się do pokoju starszego. Jego ojciec kazał mu przynieść jakieś papiery do przejrzenia. Lee nawet nie ciekawiło co jest w teczce. Nigdy nie należał do ciekawskich osób i starał się w miarę nie wtrącać w czyjeś sprawy. Oczywiście w przeciwieństwie do Key, który dzwonił kilka razy dziennie i wypytywał jak idzie mu z Minho. Za każdym razem Tae odpowiadał tak samo - "nijak".
Zapukał do drzwi. Usłyszał ciche "proszę" i wszedł do środka. Po całym pokoju roznosił się duszący zapach alkoholu, a na podłodze walały butelki po piwie i wódce. Choi siedział oparty o łóżko drapiąc scyzorykiem podłogę.
- Hyung, odłóż to. Skaleczysz się. - zagadał do niego Taemin podchodząc bliżej i zamykając drzwi. Od razu po tym dostał ataku kaszlu z powodu duchoty. Minho oczywiście nie odpowiedział tylko jeszcze raz upił łyk piwa. Młodszy podszedł do okna i otworzył je na oścież wpuszczając odrobinę świeżego powietrza. Od razu do środka wpadł promień światła jakby ciesząc się, że wreszcie pokonał ciemne rolety. Brunet zmrużył oczy przyzwyczajone już do panującego poprzednio mroku.
- Hyung, duszno tutaj. Udusić się można. - rudowłosy ponowił próbę nawiązania rozmowy. Jak zwykle bezskutecznie. - Hyung, proszę. Porozmawiaj ze mną. Siedzisz tu od kilku dni, nie jesz, nie wychodzisz, wciąż jesteś w tych samych ubraniach co kilka dni temu i wciąż tylko pijesz. Samym alkoholem nie da się żyć. Wykończysz się w końcu.
Tym razem Choi zareagował. Powoli i chwiejnie podniósł się z podłogi i nieprzytomnym wzrokiem omiotał sylwetkę Taemin'a.
- Zamknij to okno. - warknął ozięble.
- Nie. Musisz mieć dopływ świeżego powietrza. Nie obchodzi mnie co o tym myślisz. Nie jesteś trzeźwy. Nie myślisz trzeźwo. Tak jak wczoraj, kiedy...
- Nie wspominaj o tym! Głupie, pijackie paplanie...
Lee postanowił w końcu zapytać:
- Dlaczego wtedy wyszedłeś?
Zauważył, że starszy spiął mięśnie idealnie widoczne spod ciemnej koszulki.
- Musiałem odetchnąć. Zauważyłem, że zaczynam gadać głupoty.
Taemin miał nadzieję usłyszeć coś innego.
- Rozumiem. Jednak to nie powód, żeby się znów zapić, hyung.
Minho podszedł do niego wyraźnie zły.
- A co? Martwisz się o mnie? Ty się lepiej zajmij swoimi sprawami, a nie wpieprzasz się w moje życie! Chyba masz teraz gorsze problemy, nie? Twój brat nie żyje, ojciec cię szuka, a matka ledwo przeżyła! Więc przestań udawać, że ci zależy na moim szczęściu, bo doskonale wiem, że mnie nienawidzisz! Za wszystko! Za to co zrobiłem w zaułku, za przymusowe zatrudnienie cię jako służącego, za to jak cię traktowałem! I choćbym nie wiem co zrobił, ty i tak będziesz mnie nienawidzić! Mylę się?!
Lee nie mógł się ruszyć. Stał wpatrując się tępo w twarz chłopaka przed sobą. Kiedy wreszcie dał radę coś z siebie wykrzesać oznajmił chłodno:
- Twój ojciec kazał ci przekazać te dokumenty.
I wyszedł z pokoju zostawiając niemalże już trzeźwego, osłupiałego Minho samego.
Jonghyun rozumiał wszystko. Key lubił Taemin'a i zależało mu na jego szczęściu. Tylko, dlaczego tak bardzo wtrącał się w jego życie? Przecież Lee nie był już małym dzieckiem, które trzeba prowadzić za rączkę! Jednak najwidoczniej młodszy z Kim'ów tego nie rozumiał.
- Jonghie... - zaczął Kibum szturchając chłopaka lekko w ramię.
- Słucham cię.
Blondyn westchnął. Starszy zaczynał czuć, że musi chodzić o coś poważnego, skoro jego chłopak tak się wahał. Chciał z nim zerwać? Już? Przecież dopiero niedawno się zeszli. Znał stereotypy o tym, że gejowskie związki trwają krótko, ale żeby aż tak?! A poza tym, myślał, że on i Key są typem pary zakochanej w sobie bez granic i w ogóle... Przełknął cicho ślinę w oczekiwaniu na najgorsze. Wtedy Kibum postanowił w końcu wydusić z siebie to co chciał powiedzieć:
- Myślisz, że powinienem się przefarbować?
Jonghyun uderzył się otwartą dłonią w czoło. W tym momencie bardziej się bał, że ich związek zakończy się pogrzebem młodszego z nich.
- Musisz mnie tak straszyć?! Czułem jakbyś miał zaraz powiedzieć "z nami koniec", czy coś! Tobie już do reszty odbiło! - warknął, kręcąc głową z dezaprobatą.
- No, ale to jest ważne! - jęknął Key trzęsąc ramieniem swojego chłopaka.
- Ważne jest teraz wyłącznie to, czy Minho z Taemin'em się nie pozabijali. - westchnął starszy Kim obejmując Kibum'a ramieniem. Ten od razu posmutniał.
- Boję się o Taeminnie'ego. To co zrobił jego ojciec... nie rozumiem. Taemin nawet nie wie jak on wygląda, a ten nagle pojawia się w jego życiu i odbiera mu brata. Nie wyobrażam sobie, czy potrafiłbym przetrwać coś takiego.
- Jesteś silny, Bummie. - oznajmił Jonghyun przytulając młodszego do swojej piersi - Taemin też. Jestem dumny tak z niego jak i z ciebie. Wspierasz go jak możesz i tylko to się liczy. Więcej niestety nie możemy zrobić. Musimy cierpliwie czekać, aż wszystko się uspokoi.
Kibum uderzył go pięścią w pierś.
- Kiedy ja nie chcę czekać! Najchętniej zatłukłbym dziada tu i teraz! - burknął blondyn.
Starszy nic już nie powiedział tylko dalej gładził chłopaka po plecach. Nie mogli nic zrobić.
Jinki wszedł bez pukania do gabinetu ojca. Zdenerwowała go przed chwilą podsłuchana rozmowa zza drzwi.
- Nie wierzę! Nie mogliście go po prostu zgubić! - krzyknął uderzając pięścią w biurko.
- Uspokój się! - zganił go ojciec - Usiądź i powiedz skąd to wiesz.
Onew dalej stał.
- Słyszałem jak rozmawiałeś przez telefon.
- Podsłuchiwałeś?
- Po prostu głośno gadasz.
Pan Lee zamknął teczkę, która przed nim leżała i westchnął przeciągle.
- Zapadł się pod ziemię. Ten facet jest jak cień! Moi ludzie już go mieli, ale nagle wbiegł w ślepy zaułek i zniknął! Szukali wszędzie, ale nie mogli go znaleźć. Wysłaliśmy za nim list gończy, ale nie wiem czy to pomoże.
- Jak to nie wiesz?! To jest twoja praca, do cholery! Powinniście skupić się na poszukiwaniach, a nie obijać się i czytać jakieś pieprzone dokumenty!
Tym razem ojciec Jinki'ego nie wytrzymał.
- No właśnie! To moja praca, więc przestań mnie pouczać! Od kiedy się taki stałeś, Jinki?! To wszystko wina tego Choi! Zepsuł cię gorzej niż matka!
- NIE MIESZAJ JEJ DO TEGO! - wrzasnął Onew. Mężczyźni przez chwilę dyszeli patrząc na siebie złowrogo. Między nimi od dawna było źle. Pan Lee nie interesował się niczym prócz pracy, więc jego żona odeszła razem z synem i zamieszkała w domu rodziców. Jinki tylko czasem odwiedzał ojca. I zwykle ich spotkania nie kończyły się dobrze.
- Wyjdź. - wycedził pan Lee - Wynoś się!
Onew podszedł do drzwi. Jednak zanim wyszedł zakpił:
- A od kiedy TY się taki stałeś, tatuśku?
Taemin przewracał się z boku n bok. Nie mógł zasnąć, bo wciąż myślał o sytuacji jego i Minho. Już prawie się dogadywali, wtedy w szpitalu, ale wszystko oczywiście musiało się spieprzyć. Inaczej przecież to nie mogłoby być jego życie. Nic w nim nie toczyło się tak jak powinno. Ojciec, śmierć brata, to jaka jego matka musi być teraz samotna - wszystko sprawiało, że chłopak przynajmniej wiedział, iż nie śpi, nie leży znów w śpiączce.
. Zewsząd słychać było tylko powolne pikanie. Był świadom wszystkiego co dzieje się wokoło niego, ale nie mógł nic zrobić. Ruszyć ręką, powiedzieć czegoś, otworzyć oczu. Nic. Był bezradny i skazany na wszelkie decyzje lekarzy oraz matki.
- On długo nie pociągnie, pani Lee. Musimy zrobić ten przeszczep inaczej umrze w przeciągu paru miesięcy.
- Już mówiłam, że nie stać nas na to. Ledwo wiążemy koniec z końcem. To by nas wszystkich zabiło.
Znał ten głos. Należał do jego matki.
- Mamo, lekarz ma rację! On naprawdę nie przeżyje bez nowego serca! Zrozum w końcu, że to nie było zwykłe omdlenie. On ma niewydolność serca. Umrze jeśli nie załatwimy operacji. - do rozmowy wtrącił się brat Taemin'a. Młodszy Lee chciał im powiedzieć, że nie chce ich narażać, kiedy odezwał się jakiś kobiecy głos:
- Ja zapłacę.
Wspomnienie było już stare, ale wciąż bolesne. Kim była ta kobieta? I dlaczego miał wrażenie, że niedługo pozna odpowiedź na to pytanie?
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Taemin powiedział ciche "proszę", a gość wszedł do środka. Był to Minho.
- Czego chcesz? - mruknął Lee dając tym znak, że nie bardzo chce rozmawiać.
- Porozmawiać. - odparł Choi opierając się o framugę drzwi.
Rudowłosy westchnął.
- Siadaj.
Starszy usiadł obok niego na łóżku i wbił wzrok w dłonie Taemin'a. Były pokaleczone.
- Co ci się stało? - spytał Minho przenosząc wzrok na twarz chłopaka.
- Upuściłem talerze, kiedy zmywałem w kuchni. - odpowiedział Taemin.
- Nie musisz już więcej zmywać. Wiesz o tym, prawda?
Lee nic nie powiedział. Choi westchnął i nie do końca panując nad swoim ciałem, przytulił do siebie młodszego.
- C-co ty...
- Cicho bądź przez chwilę. To i tak nie jest w moim stylu, żeby kogoś przytulać. A to co powiem za chwilę, będzie jeszcze dziwniejsze, więc słuchaj mnie uważnie, bo więcej razy nie powtórzę. - w tym momencie wziął głęboki oddech - Przepraszam. Za dzisiaj, za wczoraj i za wszystko co dotychczas zrobiłem. I oczywiście za to co teraz zrobię.
Taemin nie zdążył nic powiedzieć zanim poczuł ciepłe wargi Minho na swoich. W pierwszej chwili zastygł z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, ale po chwili zaczął delikatnie oddawać pocałunek. Nie był gwałtowny, ani jakoś specjalnie namiętny. Po prostu ciepły, a jednocześnie taki... desperacki. Choi nie odrywając ust od Taemin'a przeniósł ich do pozycji leżącej. W momencie, w którym młodszy odwzajemnił jego gest, poczuł się bardziej ośmielony i całkowicie przestał panować nad swoim ciałem. Liczyło się tylko to, aby znaleźć się jak najbliżej Lee. Nie chciał już nigdy wypuszczać go ze swoich objęć. Co doprowadziło go do tego stanu? Delikatne, kuszące ciało Taemin'a? Jego smutek? Desperacja z jaką wtulił się w jego klatkę piersiową? Czy może poczucie winy i irracjonalna myśl, że każde nieszczęście jakie go spotkało to jego sprawka? Chyba wszystko na raz. Jednak Minho nie miał czasu rozmyślać nad powodem jego nagłych uczuć do chłopaka. Miał ważniejsze rzeczy do roboty. Aktualnie leżały one pod nim wijąc się i ocierając o niego. Po chwili obaj chłopcy oderwali się od siebie próbując unormować przyspieszony oddech.
- Tylko mi tu nie padnij na zawał. - wychrypiał cicho Minho swoim niskim głosem. Taemin, speszony odwrócił wzrok.
- Każesz mi być cicho, a sam się ze mnie naśmiewasz. - burknął krzyżując ręce na piersi.
- Ja ci po prostu pokazuję kto rządzi w tym związku, cholero mała.
- Związku? - zdziwił się młodszy ignorując to, że Minho nazwał go "małym". Wcale nie był taki niski! Chyba...
- Jeśli nie chcesz to sobie idę...
Taemin szybko złapał go za łokieć.
- Podoba, podoba! Przynajmniej teraz mi ciepło, więc nie schodź.
Choi zaśmiał się cicho i przytulił do siebie chłopaka.
- Wyzyskiwacz. - mruknął i po chwili obaj zasnęli wtuleni w siebie. Taemin po raz pierwszy w życiu poczuł, że jego życie zaczyna się układać.
niedziela, 27 października 2013
II. 2Min/JongKey - "Przeznaczenia nie oszukasz" Part 9
Cóż, wypadałoby napisać coś na przeprosiny. Tylko, że nie wiem co. I tak mało osób tu zagląda, więc nie mam aż tak obciążonego sumienia, ale mimo wszystko mam! Więc najpierw przeproszę Was, a potem samą siebie.
Ekhem... PRZEPRASZAMWASBARDZOZAMOJEKARYGODNEZACHOWANIE!!!!
Siebie przeproszę prywatnie...
I dziękuję za komentarz Aniele! Kochana jesteś, ale ja wcale nie jestem najlepsza. Jest tyle lepszych ode mnie... Ja jestem tylko zwykłą płotką w morzu wielkich ryb (jeśli ktoś rozumie o co mi chodzi, bo po zmienionych tabletkach troszku mi się chrzani w główce).
************************************
Tydzień po śmierci Taesun'a jego matka mogła wyjść ze szpitala. Obyło się bez powikłań i lekarze zgodnie uznali, że dłuższe trzymanie jej ma oddziale nie jest już konieczne. Taemin przyjechał rano do szpitala razem z Minho, żeby zabrać kobietę do domu.
- Oto wypis. - lekarz dał pani Lee do podpisania jakiś papier i mogła wyjść wraz z synem z budynku. Na zewnątrz czekał Choi opierając się o drzwi czarnego, sportowego auta, którym zwykł jeździć.
- Hyung.
Brunet spojrzał w stronę Taemina. Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Nie przeszkadza pani, że usiądzie z tyłu? - spytał Minho z nadzieją. Chciał, żeby z przodu usiadł rudowłosy, choć sam nie wiedział dlaczego.
- Ależ nie. Nie przeszkadza mi ani trochę, chłopcze. I dziękuję, że zająłeś się Taemin'em. Teraz to jest mój jedyny syn... - po policzku kobiety spłynęła łza.
- Mamo... - zaczął Taemin, lecz nie dane mu było skończyć, bo Minho otworzył drzwi jego matce i odparł:
- Wszystko będzie dobrze, proszę pani. Taemin ma przyjaciół, którzy chętnie pomogą w jakikolwiek sposób.
- Bardzo ci dziękuję. I wszystko załatwione, tak? To o co cię prosiłam.
- Tak, proszę pani. - Minho ukłonił się sztywno i zamknął za nią drzwi. Taemin poczuł się dziwnie obco. Dlaczego on nic nie wiedział o tajemniczych układach między jego rodziną, a Choi? Najpierw jego brat, teraz matka... To się robiło coraz dziwniejsze. Z zamyślenia wyrwał go głos starszego chłopaka:
- Jesteśmy.
Lee wysiadł i rozejrzał się dookoła. To nie był jego dom. Byli u Minho.
- Ale dlaczego nie pojechaliśmy do nas? - spytał Taemin.
- Wszystkie twoje rzeczy i tak są tutaj, więc to bezsensu. Zostajesz u mnie. Ja odwiozę twoją mamę do domu i wszystko ci wyjaśnię jak wrócę.
- Co ma to ma niby znaczyć?! Mamo? - Tae szukał pomocy u matki, lecz ta tylko spuściła zmieszana wzrok.
- I tak rzadko bywasz w domu... - mruknęła pod nosem jednak rudowłosy to usłyszał.
- Nie wierzę, że mnie oszukaliście. Okłamaliście mnie!
- Nie mówiliśmy, że wrócisz do domu! - warknął Minho.
- Zatajanie prawdy to też kłamstwo! - odwarknął Taemin.
- Przestańcie! Błagam was chłopcy! - przerwała im pani Lee. Obaj natychmiast zamilkli mierząc się jedynie spojrzeniami. Ich współpraca nie zapowiadała się najlepiej.
Kilka dni później do Minho i Taemin'a przyszli Jonghyun, Key i Onew. Kibum oczywiście musiał sprawdzić, czy Choi nie zrobił czegoś jego ukochanemu synkowi, natomiast reszta chciała po prostu upewnić się, że obie strony jeszcze się nawzajem nie pozabijały. Choć wydawało się, iż wszystkie konflikty między nimi są już zażegnane, to jednak żaden z chłopców nie był w stanie się przyznać, że lubi drugiego co powodowało wiele komplikacji, m.in. kłótnie o byle co i mierzenie się spojrzeniami oraz głupie zaczepki (to głównie ze strony Minho).
- Taeminnie! - krzyknął młodszy Kim rzucając się na rudowłosego - Jak ja się za tobą stęskniłem!
- Ej, ej, ej! Spokojnie mamusiu, bo nam młodego zmiażdżysz. - zaśmiał się Jjong puszczając do Taemin'a oko. Na jego słowa Key się obruszył.
- Chcesz powiedzieć, że jestem za gruby?! - warknął blondyn mrużąc kocie oczy.
- Nie to miałem na myśli... - zaczął się tłumaczyć starszy Kim, lecz nie było mu dane dokończyć, gdyż odezwał się Minho:
- Czemu za każdym razem jak wchodzicie, robicie burdel? - spytał zmęczony przecierając oczy.
Onew spojrzał na niego z troską.
- Nie wyspałeś się?
- Nie. Musiałem... coś załatwić. - dodał szybko widząc zaciekawione spojrzenia przyjaciół. A przecież nie mógł im powiedzieć, że jego ciało nie wytrzymuje w towarzystwie Taemin'a!
- Załatwić powiadasz... - mruknął Key zamyślając się na chwilę. Nagle krzyknął - ZBOCZEŃCU! CO CHCIAŁEŚ ZROBIĆ TAEMINNIE'MU?! PRZYZNAJ SIĘ!
- Jonghyun, bez obrazy, ale uważam, że twój chłopak jest zdrowo pieprznięty.
- Wiem, ale co ja mam z tym zrobić? - westchnął Jjong i uchylił się od ciosu Kibum'a - Spokojnie, Bummie. Przecież cię kocham, głupku. Dlaczego się wciąż na mnie wściekasz?
- Bo jesteś durnym dinozaurem. Dlatego!
Onew wybrał sobie ten moment, żeby się odezwać i zażegnać konflikt.
- Chłopcy, spokojnie. Kibum, nie martw się, dinozaury są z natury głupsze od człowieka.
- Nie no, dzięki Jinki. - mruknął Jonghyun, gdyż poczuł się w tamtym momencie dotknięty.
- Dobra, dość! Chcecie tutaj dyskutować na temat głupich dinozaurów, czy wejdziemy do pokoju i wyciągniemy piwo? - spytał Minho. Oczywiście było to pytanie retoryczne, bo po chwili byli na górze i otwierali pierwsze butelki.
Taemin był coraz bardziej zdezorientowany zachowaniem Key i Jonghyun'a. Niby się kochali, ale kłócili. Mimo wszystko, byli słodką parą. Pasowali do siebie jak ulał. Czy on i Minho też? To było dla niego największą zagadką. Zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu. Nie chciał teraz nic pić, bo bał się, że pod wpływem powie coś nieodpowiedniego, a kto jak kto, ale on ma naprawdę słabą głowę. Natomiast reszta nie żałowała sobie kolejnych procentów. Minho i Onew wyglądali na nietkniętych, chociaż Taemin podejrzewał, że i oni musieli kiedyś mieć swój limit. Jinki był pierwszym, który uległ.
- ZAKOCHAŁEM SIĘ! - wrzasnął. Wszyscy spojrzeli na niego. Kibum i Jonghyun zaczęli klaskać.
- Kim jest ta (czkawka) szczęściara?
- Kim Taeyeon.
- MOJA SIOSTRA?!
Na chwilę zapadła niezręczna cisza. Pierwszy odezwał się Key.
- Gratulacje! Kiedy ślub? Mogę być druhną? Zawsze chciałem być druhną!
"Jaki ślub?" - pomyślał Taemin przekręcając głowę na bok.
- Kochanie, będziesz druhną na naszym własnym ślubie, dobrze? - oznajmił Jonghyun całując Kibum'a w usta.
- A właśnie! - zaczął Key wskazując oskarżycielsko palcem na Minho - W kim TY się zakochałeś? Bo ja wiem, że coś knujesz Żabolu!
Choi wyglądał jakby nie zrozumiał pytania.
- O co ci chodzi? - spytał.
- Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że zakochałeś się w moim małym Taeminnie! - odparł młodszy z Kimów unosząc dumnie głowę. Znów zapadła cisza i w tym momencie wszyscy wydali się być kompletnie trzeźwi. Spojrzeli zaskoczeni na Key, który nie zdawał sobie sprawy jak bardzo wszystkich zszokował swoim odkryciem.
- Nawet jeśli się zakochałem, nic ci do tego. To moja sprawa, Diva. - oznajmił Minho pociągając łyk piwa z butelki.
- To może wyjaśnisz mi co oznaczają twoje zawiłe zeznania, hmm? - dalej drążył temat Kibum.
- Pociąga mnie. To wszystko. - powiedział Choi i w tym momencie każdy spoglądał na Taemin'a, który zastygł nie wiedząc co powiedzieć. Zatkało go. Pierwszy raz nie wiedział czy się cieszyć, czy być zły. Tylko pociągał? Nie był pewny czy to pozytywne sformułowanie.
- A co na to nasz Taemin? - zagadnął Jonghyun szturchając młodszego między żebra.
- Ja... nie wiem.
Minho wyszedł z pokoju zostawiając ich wszystkich samych.
Ekhem... PRZEPRASZAMWASBARDZOZAMOJEKARYGODNEZACHOWANIE!!!!
Siebie przeproszę prywatnie...
I dziękuję za komentarz Aniele! Kochana jesteś, ale ja wcale nie jestem najlepsza. Jest tyle lepszych ode mnie... Ja jestem tylko zwykłą płotką w morzu wielkich ryb (jeśli ktoś rozumie o co mi chodzi, bo po zmienionych tabletkach troszku mi się chrzani w główce).
************************************
Tydzień po śmierci Taesun'a jego matka mogła wyjść ze szpitala. Obyło się bez powikłań i lekarze zgodnie uznali, że dłuższe trzymanie jej ma oddziale nie jest już konieczne. Taemin przyjechał rano do szpitala razem z Minho, żeby zabrać kobietę do domu.
- Oto wypis. - lekarz dał pani Lee do podpisania jakiś papier i mogła wyjść wraz z synem z budynku. Na zewnątrz czekał Choi opierając się o drzwi czarnego, sportowego auta, którym zwykł jeździć.
- Hyung.
Brunet spojrzał w stronę Taemina. Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Nie przeszkadza pani, że usiądzie z tyłu? - spytał Minho z nadzieją. Chciał, żeby z przodu usiadł rudowłosy, choć sam nie wiedział dlaczego.
- Ależ nie. Nie przeszkadza mi ani trochę, chłopcze. I dziękuję, że zająłeś się Taemin'em. Teraz to jest mój jedyny syn... - po policzku kobiety spłynęła łza.
- Mamo... - zaczął Taemin, lecz nie dane mu było skończyć, bo Minho otworzył drzwi jego matce i odparł:
- Wszystko będzie dobrze, proszę pani. Taemin ma przyjaciół, którzy chętnie pomogą w jakikolwiek sposób.
- Bardzo ci dziękuję. I wszystko załatwione, tak? To o co cię prosiłam.
- Tak, proszę pani. - Minho ukłonił się sztywno i zamknął za nią drzwi. Taemin poczuł się dziwnie obco. Dlaczego on nic nie wiedział o tajemniczych układach między jego rodziną, a Choi? Najpierw jego brat, teraz matka... To się robiło coraz dziwniejsze. Z zamyślenia wyrwał go głos starszego chłopaka:
- Jesteśmy.
Lee wysiadł i rozejrzał się dookoła. To nie był jego dom. Byli u Minho.
- Ale dlaczego nie pojechaliśmy do nas? - spytał Taemin.
- Wszystkie twoje rzeczy i tak są tutaj, więc to bezsensu. Zostajesz u mnie. Ja odwiozę twoją mamę do domu i wszystko ci wyjaśnię jak wrócę.
- Co ma to ma niby znaczyć?! Mamo? - Tae szukał pomocy u matki, lecz ta tylko spuściła zmieszana wzrok.
- I tak rzadko bywasz w domu... - mruknęła pod nosem jednak rudowłosy to usłyszał.
- Nie wierzę, że mnie oszukaliście. Okłamaliście mnie!
- Nie mówiliśmy, że wrócisz do domu! - warknął Minho.
- Zatajanie prawdy to też kłamstwo! - odwarknął Taemin.
- Przestańcie! Błagam was chłopcy! - przerwała im pani Lee. Obaj natychmiast zamilkli mierząc się jedynie spojrzeniami. Ich współpraca nie zapowiadała się najlepiej.
Kilka dni później do Minho i Taemin'a przyszli Jonghyun, Key i Onew. Kibum oczywiście musiał sprawdzić, czy Choi nie zrobił czegoś jego ukochanemu synkowi, natomiast reszta chciała po prostu upewnić się, że obie strony jeszcze się nawzajem nie pozabijały. Choć wydawało się, iż wszystkie konflikty między nimi są już zażegnane, to jednak żaden z chłopców nie był w stanie się przyznać, że lubi drugiego co powodowało wiele komplikacji, m.in. kłótnie o byle co i mierzenie się spojrzeniami oraz głupie zaczepki (to głównie ze strony Minho).
- Taeminnie! - krzyknął młodszy Kim rzucając się na rudowłosego - Jak ja się za tobą stęskniłem!
- Ej, ej, ej! Spokojnie mamusiu, bo nam młodego zmiażdżysz. - zaśmiał się Jjong puszczając do Taemin'a oko. Na jego słowa Key się obruszył.
- Chcesz powiedzieć, że jestem za gruby?! - warknął blondyn mrużąc kocie oczy.
- Nie to miałem na myśli... - zaczął się tłumaczyć starszy Kim, lecz nie było mu dane dokończyć, gdyż odezwał się Minho:
- Czemu za każdym razem jak wchodzicie, robicie burdel? - spytał zmęczony przecierając oczy.
Onew spojrzał na niego z troską.
- Nie wyspałeś się?
- Nie. Musiałem... coś załatwić. - dodał szybko widząc zaciekawione spojrzenia przyjaciół. A przecież nie mógł im powiedzieć, że jego ciało nie wytrzymuje w towarzystwie Taemin'a!
- Załatwić powiadasz... - mruknął Key zamyślając się na chwilę. Nagle krzyknął - ZBOCZEŃCU! CO CHCIAŁEŚ ZROBIĆ TAEMINNIE'MU?! PRZYZNAJ SIĘ!
- Jonghyun, bez obrazy, ale uważam, że twój chłopak jest zdrowo pieprznięty.
- Wiem, ale co ja mam z tym zrobić? - westchnął Jjong i uchylił się od ciosu Kibum'a - Spokojnie, Bummie. Przecież cię kocham, głupku. Dlaczego się wciąż na mnie wściekasz?
- Bo jesteś durnym dinozaurem. Dlatego!
Onew wybrał sobie ten moment, żeby się odezwać i zażegnać konflikt.
- Chłopcy, spokojnie. Kibum, nie martw się, dinozaury są z natury głupsze od człowieka.
- Nie no, dzięki Jinki. - mruknął Jonghyun, gdyż poczuł się w tamtym momencie dotknięty.
- Dobra, dość! Chcecie tutaj dyskutować na temat głupich dinozaurów, czy wejdziemy do pokoju i wyciągniemy piwo? - spytał Minho. Oczywiście było to pytanie retoryczne, bo po chwili byli na górze i otwierali pierwsze butelki.
Taemin był coraz bardziej zdezorientowany zachowaniem Key i Jonghyun'a. Niby się kochali, ale kłócili. Mimo wszystko, byli słodką parą. Pasowali do siebie jak ulał. Czy on i Minho też? To było dla niego największą zagadką. Zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu. Nie chciał teraz nic pić, bo bał się, że pod wpływem powie coś nieodpowiedniego, a kto jak kto, ale on ma naprawdę słabą głowę. Natomiast reszta nie żałowała sobie kolejnych procentów. Minho i Onew wyglądali na nietkniętych, chociaż Taemin podejrzewał, że i oni musieli kiedyś mieć swój limit. Jinki był pierwszym, który uległ.
- ZAKOCHAŁEM SIĘ! - wrzasnął. Wszyscy spojrzeli na niego. Kibum i Jonghyun zaczęli klaskać.
- Kim jest ta (czkawka) szczęściara?
- Kim Taeyeon.
- MOJA SIOSTRA?!
Na chwilę zapadła niezręczna cisza. Pierwszy odezwał się Key.
- Gratulacje! Kiedy ślub? Mogę być druhną? Zawsze chciałem być druhną!
"Jaki ślub?" - pomyślał Taemin przekręcając głowę na bok.
- Kochanie, będziesz druhną na naszym własnym ślubie, dobrze? - oznajmił Jonghyun całując Kibum'a w usta.
- A właśnie! - zaczął Key wskazując oskarżycielsko palcem na Minho - W kim TY się zakochałeś? Bo ja wiem, że coś knujesz Żabolu!
Choi wyglądał jakby nie zrozumiał pytania.
- O co ci chodzi? - spytał.
- Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że zakochałeś się w moim małym Taeminnie! - odparł młodszy z Kimów unosząc dumnie głowę. Znów zapadła cisza i w tym momencie wszyscy wydali się być kompletnie trzeźwi. Spojrzeli zaskoczeni na Key, który nie zdawał sobie sprawy jak bardzo wszystkich zszokował swoim odkryciem.
- Nawet jeśli się zakochałem, nic ci do tego. To moja sprawa, Diva. - oznajmił Minho pociągając łyk piwa z butelki.
- To może wyjaśnisz mi co oznaczają twoje zawiłe zeznania, hmm? - dalej drążył temat Kibum.
- Pociąga mnie. To wszystko. - powiedział Choi i w tym momencie każdy spoglądał na Taemin'a, który zastygł nie wiedząc co powiedzieć. Zatkało go. Pierwszy raz nie wiedział czy się cieszyć, czy być zły. Tylko pociągał? Nie był pewny czy to pozytywne sformułowanie.
- A co na to nasz Taemin? - zagadnął Jonghyun szturchając młodszego między żebra.
- Ja... nie wiem.
Minho wyszedł z pokoju zostawiając ich wszystkich samych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)